zamknij

Wiadomości

Niebywały wyczyn rybniczanina. By zdobyć Koronę Europy dał się aresztować żołnierzom

2016-09-15, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Jest najprawdopodobniej pierwszym Polakiem, który tego dokonał. Po 14 latach licznych wypraw Krzysztof Kapes-Kowalski zdobył Koronę Europy – wspiął się na najwyższe szczyty i wierzchołki leżące na Starym Kontynencie. Musiał przy tym walczyć z różnymi przeciwnościami losu. By zdobyć szczyt dał się nawet aresztować żołnierzom z bazy wojskowej NATO w Turcji!

Oto przykład, gdzie może zaprowadzić pasja. Krzysztof Kapes-Kowalski jest pierwszym rybniczaninem i najprawdopodobniej pierwszym Polakiem, który zdobył Koronę Europy – listę 46 najwyższych szczytów poszczególnych państw naszego kontynentu. Przygoda podróżnika rozpoczęła się ponad 14 lat temu. – Z początku wyglądało to niewinnie, chodziliśmy z kumplem po Beskidach, potem Tatrach. W 2002 roku wspięliśmy się na Rysy i Giewont. Byliśmy kompletnie wyczerpani, ale w czasie powrotu z gór wpadliśmy na pomysł, by zrobić coś większego – zaliczyć najwyższe szczyty w państwach europejskich – mówi nam Krzysztof Kapes-Kowalski.

Reklama

Rozpoczęła się długa przygoda. Najpierw odznaczona na liście została Śnieżka od czeskiej strony, a potem jeszcze raz Gerlach, ale tym razem szczyt został zdobyty na terenie Słowacji. Zdarzało się tak, że podróżnicy zdobywali w jednym roku po kilka wierzchołków, niekiedy jednak musieli robić sobie dłuższe przerwy z górami. – W 2012 roku urodziła mi się córka, dlatego musiałem odpocząć trochę od wędrówki – wyjaśnia nasz rozmówca.

Z drugiej strony zdarzały się tygodniowe albo i dłuższe nieobecności w domu. – Nie ukrywam, że w rodzinie nigdy wielkiej euforii nie było. Jak pomyślę, że moja córka chciałaby kiedyś pójść na Koronę Europy, to bardzo kiepsko to widzę. Wiem z jakimi zagrożeniami można się spotkać. Ja miałem takie szczęście, że moja mama nie wiedziała o niebezpieczeństwach i puszczała mnie w góry. Potem pojawiła się żona, ale i kolejna osoba do przekonania. Dużo zabiegów trzeba było spełnić, by dostać zgodę – śmieje się nasz rozmówca.

Góry cały czas wzywały jednak do siebie. W kilku przypadkach wejścia na szczyty okazały się bardzo trudne i nie mówimy tutaj o np. Mont Blanc. – W Walii najwyższe wzniesienie ma niecałe 1000 metrów, ale w dniu w których wchodziliśmy padał deszcz i wiał zimny wiatr. Wszyscy byliśmy przemoknięci. Nie była to może walka o życie, ale ciężko zdobywało się nam ten szczyt. Naprawdę porządne wzniesienie jest w Islandii, które zdobywałem przez 4 dni. Na nogach miałem przez cały czas raki. Jak tylko jedną nogą wyczuwałem zagrożenie, to od razu rzucałem się do przodu. Trzy razy wpadałem do szczeliny aż w końcu zrozumiałem, że idę wzdłuż niej. Na szczęście potem już nie miałem takich problemów – wspomina rybniczanin.

W przeciwieństwie do szczytu Islandii, najwyższa góra Europy – Mont Blanc (4810 m. npm) nie okazała się wyzwaniem dla podróżnika. - Jak pierwszy raz wchodziłem na Mont Blanc, robiłem to bez przygotowania. Mając 30 lat „wbiegało się” na górę bardziej siłą woli niż możliwościami fizycznymi. Teraz już tak nie potrafię, im człowiek starszy tym musi się dokładniej przygotować – mówi Krzysztof Kapes-Kowalski.

Mało co, a rybniczaninowi nie udałoby się zdobyć Korony Europy. Z geografii wiemy, że najwyższym szczytem Turcji jest Ararat. Znajduje się on jednak na terenie Azji. Po stronie europejskiej taką rolę pełni Mahya Dağı. Problem w tym, że wierzchołek góry jest niedostępny dla zwykłego podróżnika. – Problemem okazała się baza wojskowa NATO. Było tylko jedno rozwiązanie – dać się aresztować i wjechać na szczyt. Tak się zrobiliśmy, podjechały do nas dwa wozy, a żołnierze pytali się co tutaj robimy. Na szczycie opatrzyli ranę kolegi, potem zwieźli na dół i ostrzegli, by już więcej nie wchodzić na górę. Oczywiście w bazie spisali nasze nazwiska. Z tego co się dowiedziałem, nie tylko my zdobyliśmy w ten sam sposób ten szczyt. Można więc powiedzieć, że „księga złoczyńców” stała się „księgą wejść” – śmieje się rybniczanin.

Ostatnim wierzchołkiem tworzącym Koronę Europy był Dufourspitze (4634 m. npm) w Szwajcarii. Pan Krzysztof zdobył górę w sierpniu tego roku. Co dalej? Czy to koniec przygody z górami? - Nie ukrywam, że chciałbym zdobyć Kilimandżaro, to nie jest technicznie wymagająca góra. Zaangażowałem się też w projekt Himalaje 2018, gdzie na 100-lecie niepodległości Polski ekipa chce wysłać bodajże 1000 osób do bazy w górach. Ja też tam będę. Nie wypaliłem się – zapowiada.

Pan Krzysztof udostępnił nam zdjęcia z wypraw na najwyższe szczyty Europy - zobaczcie sami.

Oceń publikację: + 1 + 14 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~hans dunderschtytz 2016-09-16 11:12:40

    Gratuluję, podziwiam i życzę dalszych tak wspaniałych wypraw a przede wszystkim bezpiecznych powrotów.

    12 0
  • ~romcost 2016-09-16 21:47:26

    Gratulacje, wspaniałe hobby.
    PS.
    "a potem jeszcze raz Gerlach, ale tym razem szczyt został zdobyty na terenie Słowacji." - A gdzie mamy ten drugi Gerlach ;)

    7 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy wybierasz się na wybory 13 października?




Oddanych głosów: 1777