zamknij

Wiadomości

Od 50 lat jest Mikołaj(ką) z Rybnika! Dla niej liczą się czyny, a nie słowa (rozmowa)

2023-12-06, Autor: 

Dzień 6 grudnia jest dla niej bardzo pracowity. Niesie tego dnia radość i dobre słowo chorym, biednym i samotnym. Udało nam się porozmawiać z Jadwigą Siejok, rybniczanką, która w rolę św. Mikołaja wciela się nieprzerwanie od 50 lat. Zobaczcie jakie wspomnienia nagromadziła przez lata rybnicka Mikołajka.

Reklama

Przychodząc na spotkanie z Jadwigą Siejok, wita nas niewysoka, drobna, uśmiechnięta starsza pani. Aż dziwne ile dobra daje od lat rybniczanom ta sympatyczna 85-letnia staruszka. Przez 35 lat była kucharką w szkole, będąc na emeryturze, nadal opiekowała się dziećmi, wypełniając czas i pustkę, ponieważ sama jest panną. Od najmłodszych lat związana ze swoją parafią pw. Matki Boski Bolesnej w Rybniku. Do dzisiaj należy do grupy charytatywnej.

Podczas spotkania, pani Jadwiga opowiedziała nam kilka ważnych dla niej historii. Za każdym razem podkreślając, że najważniejsze jest dobre słowo dane drugiemu człowiekowi. Zobaczcie jak te 50 lat "mikołajowania" wspomina rybniczanka.

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 

Post udostępniony przez Rybnik.com.pl (@rybnikcompl)

 

Skąd pomysł, by zostać św. Mikołajem?

Jadwiga Siejok: od zawsze lubiłam odwiedzać chorych i chodziłam do nich z wizytami. Pracując w przedszkolu, tam przebierałam się za Mikołaja. Kiedy przyszedł do nas na parafię ks. Szutka, ja należałam już do zespołu charytatywnego i była potrzeba rozdania chorym paczek na Mikołaja. Zaproponowałam, że przebiorę się za św. Mikołaja i tak się zaczęło. Zawsze 6 grudnia kupowałam jakieś słodycze, drobne prezenty i chodziłam do chorych, do biednych — tak po prostu, bez zapowiedzi. Jestem osobą, która ma potrzebę pomagania innym i daje mi to wiele radości. Taka bezinteresowna pomoc, która daje innym radość, mi daje dużą satysfakcję. Proboszcz z parafii Matki Boski Bolesnej w Rybniku, do której należę, co roku daje pieniądze na paczki mikołajkowe, zespół charytatywny te paczki robi, a później ja jako Mikołaj wręczam je chorym z parafii. To już taka tradycja, ale poza tym chodzę też sama od siebie w inne miejsca, czy nawet zaczepiają mnie obcy ludzie, kiedy idę w stroju ulicą. Zawsze mam kupione jakieś cukierki, wafelki i noszę w woreczku dla napotkanych rybniczan.

Mikołaj odwiedzał też chorych w szpitalu. Tam też pani poszła bez zaproszenia?

Do szpitala poszłam na prośbę pewnej kobiety. Pracując w przedszkolu, gdzie byłam kucharką, przyszła do nas dietetyczka. To ona prosiła mnie, bym odwiedziła chorych w szpitalu, jeszcze wtedy na ulicy Rudzkiej. Odwiedziłam wtedy wszystkie sale chorych. Każdy dostał od Mikołaja znak krzyża na czole, a jedną chorą chciałam pominąć, bo leżała za parawanem. Nie wiedziałam, w jakim jest stanie, ale jak wychodziłam, to za mną wołała, że ona też chce krzyżyk. Ludziom naprawdę niewiele potrzeba, by sprawić radość. Oni po kilku minutach rozmowy są wzruszeni, mają łzy w oczach, dziękują.

Ma pani we wspomnieniach jakąś wyjątkową sytuację, która zdarzyła się właśnie 6 grudnia?

Wyjątkowo wiele emocji wywołała we mnie reakcja śp. biskupa Bernackiego, którego odwiedziłam. Ks. Bernacki kiedyś był u nas w parafii i prowadził katechezy, a ja byłam jedną z uczestniczek. 6 grudnia pomyślała, że przebiorę się za Mikołaja i pójdę na tę katechezę, bo ksiądz mnie nie zna jeszcze za dobrze, więc nie rozpozna. Ksiądz był zaskoczony, kiedy zaczęłam dzwonić dzwoneczkiem. Otworzył drzwi i mówi "proszę ekscelencjo, zapraszamy". Uklęknął i pocałował sygnet Mikołaja. Zaczęliśmy rozmawiać. W pewnym momencie go zagięłam mówiąc, że Mikołaj wie, że ksiądz studiował w Rzymie i chciałby, aby odmówił po włosku "Ojcze Nasz". Ksiądz kleknął na kolana i całą modlitwę odmówił podczas tej katechezy po włosku. To było bardzo wzruszające. Po kilku dniach ksiądz mnie zaczepił i mówi, że tego dnia nie zapomni do końca życia i podziękował mi. Podobno ks. Twardzik mnie zdradził, śmiejąc się, że ks. Bernacki nie poznał swojej uczestniczki katechezy, która była Mikołajem.

Mikołaj powędrował też do Urzędu Miasta Rybnika, do samego prezydenta. Jak do tego doszło?

Robiliśmy paczki w kościele dla chorych i ks. proboszcz Radwański wówczas mówił, że prezydent Makosz jest taki dobry i chciałby mu podziękować za to co robi dla miasta. Proboszcz miał książkę przygotowaną dla prezydenta, więc ja — Mikołaj - poszłam z tą książką do urzędu. Nie wiedziałam nawet gdzie tego prezydenta szukać. Strażnik zaprowadził mnie do jakiejś sali, gdzie było pełno radnych, bo trwała sesja rady miasta, jak się później okazało. Jak Mikołaj wszedł, to wszyscy nagle wstali. Podziękowałam prezydentowi Makoszowi, złożyłam życzenia świąteczne wszystkim obecnym, przekazałam książkę w prezencie i... Nie wiem skąd mi się wzięło, że powiedziałam przed wszystkimi, że jestem z parafii Matki Boski Bolesnej, która jest najstarszą parafią w Rybniku i aby było bezpieczniej, to przydałoby się oświetlenie tam zrobić, aby starsi ludzie mogli bezpiecznie dotrzeć do kościoła wieczorem. Mikołaj poprosił, by prezydent o takim "prezencie" pomyślał. Za kilka dni przyszedł do mnie proboszcz i powiedział "widzi pani, co ten Mikołaj załatwił? Mamy oświetlenie".

Przez te 50 lat z pewnością jest wiele wspomnień. Zastanawiam się co panią pcha do tego, by co roku, niezależnie od pogody i z upływającymi latami, 6 grudnia być Mikołajem?

Dla mnie liczą się czyny, a nie słowa. Bardzo cenię sobie kontakt z chorymi i starszymi osobami. Ta chwila, kiedy jestem Mikołajem i widzę ich uśmiech, wzruszenie, że jeszcze ten Mikołaj do nich przyszedł... To daje mi wiele radości. Cieszę się każdym spotkaniem z drugim człowiekiem. Ludzi nie można się bać, a zło dobrem należy zwyciężać. Z ludźmi trzeba zawsze dobrze rozmawiać i nie oceniać.

To nauka, którą wyniosła pani ze swojego domu?

Tak. Moja mama była cudowną osobą, zawsze otwarta na drugiego człowieka, też pomagała innym. Pamiętam jak leżała w szpitalu, nie długo przed śmiercią i właśnie nadchodził dzień 6 grudnia. Powiedziałam jej, że w tym roku, to ja za Mikołaja nie pójdę, bo chcę być z nią. Mama wtedy stanowczo powiedziała, że nie mogę tego zrobić, że jej już nie pomogę, ona ma swoje lata, a tym wszystkim ludziom chorym mogę dać radość. Tak zrobiłam, poszłam za Mikołaja, a po całym dniu, o 21.30 poszłam jeszcze do mamy do szpitala.

Ludzie są różni. Nigdy nie obawiała się pani o siebie, o to, że ktoś może skrzywdzić Mikołaja "w spódnicy"?

Nie, nigdy się nie bałam. Na Wawoku poszłam do baraków, które zamieszkiwali biedni ludzie. Nawet ksiądz wtedy mnie ostrzegał, abym przemyślała czy tam powinnam pójść. Poszłam do nich i od drzwi mówiłam, że Mikołaj przyszedł, bo słyszał, że tu mieszkają bardzo dobrzy, ale biedni ludzie. Długi barak podzielony na pokoje. Jedne mimo biedy, posprzątane i schludne, a drugie takie brudne i zaniedbane. Ludzie tam przyjęli mnie ciepło, byli zaskoczeni, że do nich też Mikołaj przyszedł. Absolutnie mnie nie wyzywali, nie wygonili. Warunki mieszkaniowe mieli tam naprawdę trudne. Rozmawiając z nimi dowiedziałam się, że mieszka im się trudno i sporo rzeczy im brakuje. Zabawną sytuację miałam z policją. Jechali radiowozem i zatrąbiła na mnie na ulicy. Pomachałam im, a oni się zatrzymali, wyszedł policjant z samochodu i prosił Mikołaja, aby jego narzeczonej wręczył czekoladę. Od razu się zgodziłam.

Czy to prawda, że zawsze i łakocie mogą uratować sytuację? Jak to było z tą piosenką, którą pani zaśpiewali prześmiewczo młodzi ludzie na ulicy?

Idąc ulicą koło urzędu miasta, młodzi chłopcy zaczęli śpiewać "Mikołaju święty, pocałuj nas w pięty...". Zawołałam do nich, czy już skończyli, a jak tak to niech podejdą do mnie, bo ja bardzo kocham wszystkie dzieci. Oni byli zszokowani. Podeszli do mnie śmiejąc się, dałam im po wafelku, bo Mikołaj rzeczywiście zawsze ma coś słodkiego przy sobie. Chłopcy podziękowali i przeprosili. Grzecznie pożegnali Mikołaja i poszli dalej.

Rzeczywiście dobre słowo czyni cuda?

Ja dostaję to dobro w odpowiedzi od ludzi. Sama miałam dobre życie, spotykałam dobrych ludzi na swojej drodze. Nie raz na ulicy jakiś rosły pan mówi mi dzień dobry pani Jadziu. To się pytam, skąd ty mnie chłopcze znasz? Na co słyszę, pani przecież nas karmiła w przedszkolu, była dla nas jak druga matka. Tak ładnie jeden mi powiedział, że aż miałam łzy w oczach. To są momenty bardzo wzruszające dla mnie, że te dzieci po latach mnie pamiętają. Cały czas i wszystkim powtarzam, że do ludzi trzeba iść z dobrym słowem, dobrze do nich mówić, szukać dobra w nich, a oni odpłacą tym samym. Na kłótnie i sprzeczki nigdy nie było miejsca w moim życiu.

Pewnie przez te 50 lat zdarzyły się jednak jakieś mało przyjemne sytuacje?

Jedną taką pamiętam. Będąc u chorych w szpitalu podeszła do mnie matka dziecka, które leżało na oddziele i zapytała, czy mogłabym jej dzieciom wręczyć prezenty — temu choremu i jego siostrze. Zgodziłam się, ale chciałam widzieć co jest w kolorowych torbach. Okazało się, że w jednej był węgiel, a w drugiej obierki z ziemniaków, bo dzieci były niegrzeczne i chciała je ukarać w taki sposób. Przeprosiłam ją i odmówiłam wręczenia takiego czegoś! Powiedziałam tej matce, że Mikołaj nie jest od wychowywania. On musi przyjść z dobrym słowem i prezentem, a nie z węglem i obierkami. To dziecko miałoby traumę do końca życia, że Mikołaj tak je potraktował. Bardzo źle mnie wtedy potraktowała ta kobieta. Coś za mną "buczała" jeszcze, ale ja odeszłam.

Nie chce mi się wierzyć, że nie miała pani w swoim 85-letnim życiu żadnej chwili grozy?

Dziwną, ale ostatecznie niegroźną sytuację miałam na cmentarzu. Byłam tam sama, już się ściemniało, a tu nagle patrzę, że w moją stronę idzie stanowczym krokiem jakiś punkowiec z zielonym irokezem i łysiną po bokach. Myślałam sobie, co to będzie. Jak doszedł do mnie, zapytał "i co, boisz się?". Odpowiedziałam mu: ale gdzież się mam bać. Patrzę na pana wspaniałą fryzurę, ona tak panu pasuje, jest taka kolorowa. Pięknie pan wygląda. Ten mężczyzna był zaszokowany moim słowem. Powiedział bóg zapłać i odszedł.

Do pani kiedyś przyszedł św. Mikołaj?

Do mnie kiedyś Mikołaj przyszedł, tylko byłam wtedy dzieckiem. Wspominam to dobrze, ale wtedy ten Mikołaj miał i prezenty, i obierki. Ja takim Mikołajem nigdy nie byłam i nie będę. Św. Mikołaj jest dobry i ma się kojarzyć dobrze — obdarowywać drobnym prezentem i dobrym słowem.

Dziękuję za rozmowę.

---

O planach na dzisiejszy dzień Mikołaj nie chciała rozmawiać, bo jak powiedziała pani Jadwiga, Mikołaj przychodzi niespodziewanie, więc nie może zdradzić, bo to nie byłaby niespodzianka. Jeżeli spotkacie na ulicy św. Mikołaja, to pomyślcie, że to może być właśnie pani Jadzia.

Oceń publikację: + 1 + 57 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~ka22 2023-12-06
    13:29:00

    19 0

    Wiedziałam, wiedziałam że Mikołaj istnieje ! Serdeczne pozdrowienia dla Pani :)
    I taka uwaga do autorki, pani Jadwiga nie jest staruszką

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jesteś za powstaniem legalnego toru do driftu w Rybniku?




Oddanych głosów: 4156