- Tegoroczny konkurs był szczególny. Nie pamiętam tak wyrównanego poziomu, jak w tym roku. Jeśli w grupie 20 wykonawców znalazło się aż 10 laureatów, których nagrodziliśmy, to świadczy to o pewnej bezradności jurorów – podsumował pracę jurorów szef tego gremium – Jan Poprawa.
Jury tegorocznego festiwalu tworzyli: Jan Poprawa, Karolina Cicha, Ewa Kornecka, Jerzy Satanowski i Bogusław Sobczuk. Pomimo swoistego kłopotu bogactwa, jury nagrodę Grand Prix przyznało jednogłośnie. Najwyższe wyróżnienie (Grand Prix i 10 tysięcy złotych) przypadło Tomaszowi Stenczykowi z Elbląga. Laureat zachwycił jurorów brawurą wykonania utworów i nietuzinkowym, własnym akompaniamentem na gitarze. Na co dzień zwycięzca festiwalu zajmuje się akustyką i rejestracją dźwięku, co wyraźnie było słyszalne w jego grze. - Oceniałam charyzmę i umiejętność wciągnięcia publiczności w swój świat przez artystę. Do tego Tomasz Stenczyk wyróżniał się innowacyjnością, a tego właśnie szukałam w festiwalu – komentowała Karolina Cicha.
Jak wspomniano, jurorzy przyznali 9 innych wyróżnień, które przypadły:
- I nagroda: Karolina Jankowska z Warszawy
- II nagroda: Monika Parczyńska z Lublina i Karolina Skrzyńska z Gliwic
- III nagroda: Asia Kaczmarek z Wrocławia i Mateusz Bieryt z Nowego Sącza
- tytuły laureatów i wyróżnienia: Agata Kusek z Krakowa, Agnieszka Latusek z Tychów i Agata Rożankowska
- rekomendacja do udziału w finale 47 Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie: Agnieszka Latusek i Agnieszka Rożankowska
- tytuł najlepszego akompaniatora: Jasiek Kusek.
Jak co roku, fundowaną przez siebie nagrodę indywidualną (3 tys. zł) przyznała dr Ewa Paszek. Swoje wyróżnienie wręczyła Piotrowi Tłustochowiczowi z Rybnika. Był on najmłodszym wokalistą konkursu krajowego. - Piosenką aktorską zajmuję się od niedawna, a w OFPIE biorę udział po raz pierwszy. Tym bardziej jestem zaskoczony i cieszę się z wyróżnienia - mówił laureat.
Tegoroczna edycja OFPY była wyjątkowa ze względu na dobór wykonawców koncertów towarzyszących. - Trzeba nadążyć za duchem potrzeb współczesnego człowieka. Nie chcemy, żeby piosenka artystyczna kojarzyła się z wytworem minionej epoki, gdzie trzeba wpadać jedynie w melancholijną zadumę. Stąd obecność na tegorocznym festiwalu takich artystów jak Czesław Śpiewa, Maria Peszek, Maciej Maleńczuk czy Ania Dąbrowska – mówiła jeszcze przed festiwalem dyrektor artystyczna imprezy – Jadwiga Demczuk-Bronowska.
Patrząc, jak dużym zainteresowaniem cieszyła się tegoroczna OFPA (większość biletów rozeszła się w pierwszych dniach sprzedaży) oraz jak wiele świeżości wnieśli wspomniani artyści, przyznać trzeba, że organizatorzy obrali bardzo dobry kierunek. I choć nie zabrakło kontrowersji i prowokacji (Peszek, Czesław Śpiewa), to w świadomości odbiorców festiwalu udało się poszerzyć definicję piosenki artystycznej. A to dobrze wróży festiwalowi na przyszłość.
> Zobacz zdjęcia z koncertów w naszej fotogalerii
Marcin Mońka – dziennikarz i krytyk muzyczny o 15. Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej:
- Tegoroczny festiwal z pewnością był zaskoczeniem, i to w dobrym tego słowa znaczeniu. Werdykt jury niemal w całości pokrywał się z odczuciami większości słuchaczy i nie był wynikiem jakiejś chłodnej kalkulacji. Zwyciężył, także w opinii dziennikarzy, najciekawszy wykonawca, perfekcjonista dbający również o czystość brzmienia akompaniującej mu gitary – to zapewne efekt jego codziennej praktyki zawodowej, laureat bowiem jest realizatorem dźwięku. Poziom konkursu był rzeczywiście wysoki i jury, poza główną nagrodą, miała trudne zadanie przy wyborze pozostałych laureatów festiwalu. Poza zwycięzcą z tegorocznej edycji OFPA zapamiętamy jeszcze przynajmniej dwóch-trzech wykonawców, a właściwie wykonawczyń. Cieszy, że na festiwalu pojawiają się młodzi interpretatorzy piosenki, prezentujący nie tylko autorski repertuar, ale poszukujący również współczesnej formuły dla klasycznych utworów gatunku. Tegoroczna edycja festiwalu dowiodła, że piosenka artystyczna jest żywą muzyczną tkanką i może swobodnie poruszać się także po meandrach współczesności. Wielu, zwłaszcza młodszych słuchaczy miało szansę przekonać się, że nie jest to rodzaj getta, lecz gatunek otwarty na interpretacje. W tym kontekście koncert Marii Peszek dowiódł, że nawet słowa „ku...a mać” mają niezwykle głęboki, artystyczny wymiar i mogą diagnozować kondycję współczesnego człowieka. A tak subtelnie wyśpiewane przez wokalistkę przekleństwo sprawiło chyba, że w Rybniku padło kolejne artystyczne tabu.