zamknij

Wywiady

Multikina niestraszne

Czy multikina wpłyną na życie kulturalne w Rybniku? Chyba nie, bo na rozwój kultury nie można patrzeć przez pryzmat kina komercyjnego. Dlatego nie sądzę, aby rybnickie placówki kultury straciły swoich klientów

- mówi legenda rybnickiego życia kulturalnego – Wojciech Bronowski.

Na początek chciałbym odwołać się do Pana niebywałego doświadczenia. Jaki wpływ na kulturę w Rybniku będą miały powstające w mieście 2 duże parki rozrywki? Widzi Pan jakieś zagrożenia, a może szanse?


Nie jestem zbytnio zachwycony multikinami, bo tam sztuka kinowa sprowadzana jest wyłącznie do komercji. W multikinie liczy się zysk, a nie działalność kulturalna. Z tego co wiem, w obu obiektach ma powstać łącznie kilkanaście sal kinowych. Na początku na pewno każdy tam przybiegnie, aby to zobaczyć. Widzów będzie przyciągać nowa technologia dźwięku i obrazu, nowe i nowoczesne wnętrza. Jestem jednak zdania, że wysokie ceny biletów spowodują, że rybniczanie – poza początkowym zainteresowaniem - nie będą tam masowo uczęszczać. Nie każdego będzie na to stać. Obserwując multikina w innych miastach widać, że ruch jest tam tylko w weekendy, a wielu widzom formuła tych miejsc już się „przejadła”.


Czy więc wpłyną multikina na życie kulturalne w Rybniku? Chyba nie, bo na rozwój kultury nie można patrzeć przez pryzmat kina komercyjnego. Dlatego nie sądzę, aby rybnickie placówki kultury straciły swoich klientów. Straci oczywiście Kino Premierowe, bo premiery filmowe odbywać się będą w multikinach.


Dlatego myślę że trzeba, aby Teatr Ziemi Rybnickiej powrócił do źródeł i korzystał ze swojego bogatego zaplecza. Uważam, że za zmianą profilu działań TZR powinny iść większe środki z budżetu miasta, ponieważ obecnie sporą część dochodów placówki stanowią wpływy z działalności Kina Premierowego.


Owszem, w teatrze nadal będą mogły być wyświetlane filmy niszowe, seanse dla dzieci i młodzieży. Jest tylko jeden warunek: przy okazji remontu musi zostać unowocześniona aparatura kinowa, bo obecna pamięta jeszcze czasy mojego dyrektorowania, czyli pochodzi sprzed kilkunastu lat. Po prostu jakość obrazu i dźwięku nie może być gorsza niż w multikinie.


Wracając do pytania: o przyszłość ośrodków kulturalnych w dzielnicach jestem spokojny . Środowiska lokalne mocno związane są ze swoimi osiedlowymi domami kultury: sprawdzone imprezy, ciekawe oferty, duży wybór kół zainteresowań, możliwość łatwego dotarcia do domu bez obawy o to, czy będziemy mieli np. w nocy autobus. Polacy to tradycjonaliści – przywiązują się też do miejsc, w których czują się jak w rodzinie.


A jak w ogóle ocenia Pan życie kulturalne w Rybniku? Czy w odniesieniu do kilkudziesięciu minionych lat rozwija się, jest na takim samym poziomie, a może zamiera?


Trudne pytanie. Jestem jednak przekonany, że się rozwija. Oczywiście ten, kto się kulturą w mieście nie interesuje i z niej nie korzysta, a także typowy malkontent powie, że oferta kulturalna w mieście jest niewystarczająca.


Moim zdaniem to, co robią nasze ośrodki kultury: Rybnickie Centrum Kultury, Klub Energetyka i domy kultury w dzielnicach łącznie stanowią bardzo bogatą ofertę. RCK robi co może – pojawiają się ciekawe zespoły, kabarety, a także teatry. Zdaję sobie jednak sprawę, że organizacja takich imprez jest bardzo trudna z powodów finansowych. Dlatego albo ceny biletów muszą być wysokie, albo musi znaleźć się sponsor.


Prowadzony przez Fundację Elektrowni Rybnik Klub Energetyka to prawdziwy kombinat kultury. W tym miejscu od rana do wieczora działa około 40 różnych grup zainteresowań zarówno dla dzieci i młodzieży, a także dla dorosłych w różnym wieku. Prowadzone tutaj zajęcia mają charakter nie tylko artystyczny, ale także edukacyjny. Do tego Fundacja Elektrowni Rybnik organizuje wyjątkowe imprezy, z których Ogólnopolski Festiwal Piosenki Artystycznej, Rybnicka Jesień Kabaretowa mają już swoją renomę i zasięg ogólnopolski. Wspomnieć także trzeba o innych imprezach o zasięgu ogólnopolskim: Festiwalu Sztuki Teatralnej, Konkursie sztuki im. Vincenta van Gogha, Rybnickich inspiracjach, a także o regionalnym: LARMIE, Dwóch Teatrach i Pojedynku na Słowa. W Klubie Energetyka jest również miejsce na wystawy malarstwa, rzeźby i fotografii.


Jak najlepsze zdanie mam również o działalności Domów Kultury w Chwałowicach, Boguszowicach, Niedobczycach i MDK na Nowinach. Rybnik posiada ,,bazę” wspaniałych, pełnych pasji twórców kultury i artystów.


Jeżeli więc ktoś zechce zapoznać się z ofertą kulturalną miasta, choćby w internecie, na pewno znajdzie coś dla siebie. Dzieje się wiele, trzeba tylko chcieć wyjść z domu do... placówek kultury.


Czy pokusi się Pan o subiektywna ocenę, który z ośrodków działa prężniej? RCK czy Klub Energetyka?


To raczej niemożliwe, bo ich oferta jest zgoła odmienna. Imprez typowych dla Klubu Energetyka nie ma w Teatrze Ziemi Rybnickiej i odwrotnie. Wynika to m.in. z bazy, zaplecza jakie mają oba ośrodki. I bardzo dobrze że tak jest, bo nie chodzi o konkurencję, a o jak najbardziej urozmaiconą ofertę kulturalnego spędzania czasu.


W swojej bogatej karierze zawodowej stworzył Pan i organizował szereg znanych imprez. Która z nich jest Pana „ukochanym dzieckiem”?


Znów nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pierwsze imprezy organizowałem kilkadziesiąt lat temu, więc moje „dzieci” są w różnym wieku.


Przez wiele lat najważniejsze były dla mnie powstałe w 1962 roku Rybnickie Dni Literatury. Ta impreza po kilku latach stałą się największym wydarzeniem literacko-artystycznym w Polsce! Uważam to za swoje i moich współpracowników ogromne osiągnięcie. Tutaj przyjeżdżali najznamienitsi pisarze i dziennikarze. O dziwo, w czasie kiedy szalała cenzura, obecni na spotkaniach goście rozmawiali ze zgromadzoną publicznością na wszystkie tematy. Często było tak, że twórcy, tego czego nie mogli napisać, mogli wypowiedzieć na Rybnickich Dniach Literatury! To był prawdziwy dialog ludzi sztuki z mieszkańcami naszego regionu. W ciągu tygodnia odbywało się ok. 200 spotkań autorskich, 50 imprez, a także kiermasze, wystawy i Ogólnopolskie Konkursy Literackie o ,,Złotą Lampkę Górniczą”. Zasięgu ówczesnych Rybnickich Dni Literatury nie można porównać do obecnych, które mają kameralny charakter.


Innym moim „ukochanym” przedsięwzięciem jest Dyskusyjny Klub Filmowy. Jego początki sięgają 1964 roku. Pracowałem wtedy w nieistniejącym już Domu Kultury Rybnickiej Fabryki Maszyn, w którym było kino. W tym czasie bardzo popularne stały się w Polsce kluby filmowe. Pojechałem więc na kilka dni do Warszawy zobaczyć jak to wygląda i na czym polega funkcjonowanie takich klubów. Trzy miesiące później w Rybniku istniał już DKF „Ekran”. Najwspanialsze jest to, że DKF działa w Rybniku nieprzerwanie od 42 lat, a seanse odbywają się tradycyjnie w każdy poniedziałek. W DKF-ie pokazanych zostało już ponad 1300 filmów z 56 krajów! Kto ze zwykłych zjadaczy chleba widział filmy m.in. z Dahomeju, Nigerii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Boliwii, Peru, Chile czy wreszcie z Albanii i Islandii? DKF szerzy kulturę filmową ukierunkowaną na filmy artystyczne, nowe trendy sztuki reżyserskiej. W długiej historii rybnickiego klubu aż czterokrotnie organizowaliśmy ogólnopolskie seminarium filmowe Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Wspominając DKF przypominają mi się czasy, kiedy Gomułka i Gierek chcieli zlikwidować działalność DKF-ów. A wszystko dlatego, że zgodnie ze statutem federacji mogliśmy wyświetlać filmy z ośrodków zagranicznych i ambasad. Oznaczało to, że mieliśmy dostęp do filmów bez cenzury. Na szczęście były szef federacji – Andrzej Wajda spotkał się podobno z towarzyszem Gierkiem i doszło do ostrej rozmowy. Wajda miał powiedzieć: „Ludzie! Czy z tego, że 100, 200 ludzi obejrzy w kinie film bez cenzury wyniknie jakaś rewolucja??”. Tak więc Gierek nie miał wyjścia. Tym bardziej, że Polska Federacja DKF należała do międzynarodowych struktur, które funkcjonują przy UNESCO. Likwidacja DKF-ów mogłaby zakończyć się międzynarodowym skandalem. I tak w Rybniku cieszymy się DKF-em do dziś. W mieście wykształciła się już ponad 200-osobowa widownia, dla której oczywiste jest spędzanie poniedziałkowego wieczoru w kinie.


Z pewnością wśród moich ulubionych imprez wymienię również „młodsze dzieci” - Ogólnopolski Festiwal Piosenki Artystycznej i Pojedynek na Słowa.


No właśnie. X Jubileuszowy Ogólnopolski Festiwal Piosenki Artystycznej miał być przełomowy z kilku względów. Czy po 2 tygodniach od zakończenia festiwalu może Pan powiedzieć, że tegoroczna edycja spełniła Pana oczekiwania?


Zdecydowanie tak. Sądzę, że większość założonych celów udało nam się osiągnąć. Dotychczas nasza impreza, chociaż ogólnopolska, była dość kameralna. Dlatego razem ze Stanisławem Wójtowiczem- prezesem FER i dyrektorem festiwalu - postanowiliśmy, że od X edycji trzeba „wyjść z opłotków” i wypłynąć na szersze wody. Nasza propozycja spotkała się ze zrozumieniem prezesa Elektrowni Rybnik i prezydenta Rybnika. W ślad za tym powołaliśmy Radę Festiwalu, w której zasiadły osobistości świata kultury, nauki, biznesu i polityki. Ci ludzie pomogli nam w zdobyciu rekomendacji i sponsorów. Festiwalem zainteresowała się również Telewizja Polska, która transmitować będzie relacje z imprezy. Na OFPĘ zaprosiliśmy 16-tu dyrektorów innych festiwali artystycznych – od Świnoujścia po Kraków, od Elbląga po Wrocław. Dyrektorzy przez 2 dni obradowali na konferencji, podczas której wypracowano szereg postulatów wspólnego działania na przyszłość. Patronat honorowy nad imprezą objął Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a patronat muzyczny Rektor Akademii Muzycznej w Katowicach.


Na bardzo wysokim poziomie były imprezy towarzyszące: koncert laureatów poprzednich dziewięciu edycji festiwalu, występ Janusza Radka i program „Jacek Kaczmarski – kolega z pracy”. A koncert Justyny Steczkowskiej przez wielu uznany został za jeden z najlepszych koncertów, jakie były w ostatnich latach w Teatrze Ziemi Rybnickiej.


To wszystko spowodowało duże ożywienie wokół festiwalu, o którym głośno się stało nie tylko w regionie, ale i w całej Polsce. TV przygotowała dwa 40 min. programy i 30 min. audycję na antenę ogólnopolską. Tak więc nasze oczekiwania zostały spełnione.


Uchodzi Pan za mistrza słowa, retora. Odniósł Pan w swojej karierze wiele sukcesów w konkursach recytatorskich i prowadził jako konferansjer prawie 2500 imprez. Proszę powiedzieć, czy z kulturą słowa jest współcześnie naprawdę źle? Co zrobić, aby „ładnie” mówić?


Jest różnie. Składa się na to kilka przyczyn. W szkołach , przy całym uznaniu dla pracy nauczycieli, za mało czasu poświęca się tzw kulturze słowa. Programy są tak przeładowane, że na uczenie interpretacji utworu literackiego oraz prawidłowej wymowy słowa często nie starcza już czasu. Po drugie, często brak kultury słowa u młodzieży wynika ze swoistego slangu językowego, którym młodzi operują w swoich grupach rówieśniczych nabywając złych przyzwyczajeń. Mówienie językiem literackim uchodzi wręcz za tzw ,,obciach”lub ,,siarę”.


Mam nadzieję, że takie przedsięwzięcia jak Pojedynek na Słowa, przynajmniej w części niwelują wspomniane, negatywne zjawiska. Nie bez znaczenia dla młodych ludzi jest fakt możliwości uczestniczenia nie tylko w imprezach artystycznych, a także zajęciach w domach kultury, o których wspominałem wcześniej.


Niech Pan trochę powspomina. Jak trafił Pan do Rybnika – to ponoć ciekawa historia…


Mieszkałem sobie w Bydgoszczy. Jako konferansjer zostałem wytypowany, aby pojechać z jednym z zespołów do Zielonej Góry. My mieszkaliśmy w zamku, a w ośrodku w lesie mieszkał zespół jazzowy Czesława Gawlika, który wypoczywał tam w nagrodę za wygrany festiwal jazzowy. Tam właśnie po raz pierwszy poprowadziłem ich koncert. Następnie 22 lipca 1961 witaliśmy na stadionie w Zielonej Górze pierwszego kosmonautę - Jurija Gagarina. Tak wyglądał początek naszej znajomości. Później korespondowaliśmy ze sobą do momentu kiedy pojawiły się jednocześnie dwie propozycje. Otrzymałem ofertę pracy w Centralnym Zespole Wojska Polskiego w Warszawie jako konferansjer oraz pracy w Rybniku. Po krótkim pobycie w tym mieście podjąłem decyzję o przeprowadzce do Rybnika. Zacząłem pracę w Domu Kultury Rybnickiej Fabryki Maszyn i współpracę z Czesławem Gawlikiem, która trwa do dziś.


W 1983 roku został pan dyrektorem Rybnickiego Centrum Kultury. Rzeczywistość jaką Pan zastał w tym miejscu była wyjątkowa…


Po zawaleniu się Domu Kultury RYFAMY nasze drogi z Czesławem Gawlikiem rozeszły się. On zaczął pracować w kopalnianym Domu Kultury, a ja w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Katowicach. Byłem tam szefem pracowni teatru i filmu. Po 4 latach mojej pracy w Katowicach przybyli do mnie dwaj ówcześni prezydenci Rybnika – Szymik i Rożek. Chcieli mnie z powrotem sciągnąć do Rybnika. Mimo oporów mojego pracodawcy w końcu przeniosłem się z powrotem do Rybnika.


A w Rybniku teatr popadł w ruinę. Po śmierci nieodżałowanego dyrektora Władysław Porębskiego przywieziono w teczce towarzysza z Komitetu, który w 4 lata położył wszystko. Kiedy po nim przejmowałem funkcję dyrektora teatru zastałem jednego człowieka, który zajmował się sceną, oświetleniem i akustyką, jedną sprzątaczkę i panią Krysię Piasecką, która później była moją zastępczynią. To była cała załoga, bo reszta zwolniła się wcześniej nie chcąc pracować z poprzednim dyrektorem.


Przez pierwsze miesiące nie wiedziałem od czego zacząć. Pomógł mi były dyrektor Domu Kultury w Chwałowicach – Zbyszek Paciorek, który został dyrektorem technicznym. Kiedy rozpoczęliśmy remonty wszystko się sypało. Kiedy przyjechała biegła księgowa, przez pół roku „czyściła” dokumenty finansowe.


Kiedy jednak zapanowaliśmy nad tym chaosem, przystąpiłem do realizacji imprez. Towarzyszyła mi zasada, aby starać się dorównać przynajmniej w 80% Władysławowi Porębskiemu, od którego wiele się nauczyłem. Udało nam się sprowadzić do Rybnika prawie wszystkie teatry z Warszawy, Krakowa, Gdyni, Wrocławia i wielu innych miast. W Rybniku gościły też operetki, opery. Zatrzymywały się u nas podróżujące po Europie balety ukraińskie i białoruskie. Założyłem kino premierowe, gdzie odbywały się min. krajowe Konfrontacje Filmowe. Była też w teatrze Filharmonia, która później przez ówczesną Radę Miasta została rozwiązana ( podobno większością jednego głosu...).


Taki stan rzeczy trwał do przełomu ustrojowego. Kiedy przyszła nowa ekipa rządząca, z panem Makoszem na czele, sytuacja zaczęła się pogarszać. Rozpoczęły się ingerencje w repertuar i szereg innych nieprzyjemnych zjawisk. Potem zarzucono mi, że do kawiarni dobrałem nieodpowiedniego ajenta. W końcu poradzono mi w 1996 roku abyśmy się rozstali i tak się też stało.


Jakich wskazówek udzieliłby Pan szefom dwóch największych placówek kulturalnych w mieście – Adamowi Świerczynie i Stanisławowi Wójtowiczowi?


Można by powiedzieć, że za każdą inicjatywą stoi pieniądz, ale nie do końca… Radziłbym, aby realizowali jak najwięcej pomysłów i to nie tylko swoich. Powinni otaczać się ludźmi, którzy mają ciekawe pomysły. Trzeba jednocześnie pogodzić się z tym, że nie wszystkie plany da się zrealizować. Z niektórych należy umieć się wycofać. Nowych przedsięwzięć nie można się bać, nawet jeśli trzeba czasem improwizować. Jednak jak mawia Czesław Gawlik, dobra improwizacja to taka, która jest dobrze przygotowana…

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Wacław Wrana


Wojciech Bronowski – urodził się w 1937 roku we Włocławku. Absolwent Studium Kultury i Sztuki w Warszawie. Po przyjeździe do Rybnika w 1962 roku rozpoczął pracę w Domu Kultury Rybnickiej Fabryki Maszyn. Po jego likwidacji pracował w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Katowicach. W 1983 roku objął stanowisko dyrektora Teatru Ziemi Rybnickiej. Funkcję tę sprawował do 1996 roku. W ostatnich latach razem z żoną Jadwigą współpracuje z Fundacją Elektrowni Rybnik (Klub Energetyka).


Laureat wielu konkursów – m.in. Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, Teatru Jednego Aktora, festiwali teatralnych i kabaretowych. Założyciel i twórca takich imprez jak: Dyskusyjny Klub Filmowy, Rybnickie Dni Literatury, Silesian Jazz Meeting, Pojedynek Na Słowa. W charakterze konferansjera poprowadził ponad 2400 imprez w kraju i zagranicą. Przez trzy kadencje był członkiem Rady Polskiej Federacji DKF w Warszawie.


Odznaczony dwukrotnie Złotym Krzyżem Zasługi oraz odznaką Zasłużony Działacz Kultury. Nagradzany i wyróżniany kilkakrotnie min. przez: Ministra Kultury, Polską Federację Dyskusyjnych Klubów Filmowych, Centralne Związki Zawodowe, Towarzystwo Kultury Teatralnej, Wojewodę Katowickiego i Prezydentów Miasta Rybnika. Uhonorowany Złotą Lampką Górniczą za:,, inicjowanie ciekawych imprez artystycznych, twórczą animację życia kulturalnego, wieloletnie, kreatywne pełnienie funkcji dyrektora Rybnickiego centrum Kultury oraz organizację licznych, prestiżowych dla miasta przedsięwzięć kulturalnych”.


Rodzina: żona Jadwiga, dzieci: Kalina, Katarzyna i Bartosz, wnuki: Karolina, Maciej, Piotr, Wojtuś. Pasją W. Bronowskiego jest dobre kino, teatr i książki. Razem z żoną uwielbia podróżować – zwiedzili już 47 krajów.

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~ 2006-03-09 15:22:44

    Obserwuje i uczestnicze od kilkudziesieciu lat w zyciu kulturalnym Rybnika. Bardzo wysokie osiagniecia Rybnika w tej dziedzinie, to zasluga m.in. pana Bronowskiego. Chcialabym Mu za to wyrazic swoje uznanie i wyrazy wdziecznosci.
    Bardzo Go podziwiam, ze nie zalamal sie i nie zrezygnowal z dzialalnosci kulturalnej po przykrych wydarzeniach zwiazanych z pozbawieniem Go funkcji dyrektora Teatru.

    0 0
  • ~GyL 2006-03-10 23:14:08

    LOL ceny biletów odsrasza..:/
    od paru lat jezdza do kina do katowic, zabrza, rudy slakiej i tych okolic, same multikia itp. i bilety tam sa tansze od cen w rybnickich kinach a wszyto duuuzo lepsze:]

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

"Piątka dla zwierząt" - popierasz ten projekt ustawy?




Oddanych głosów: 1516