zamknij

Wiadomości

„Wszedł we mnie diabeł”. Zabójca policjanta przyjechał z bronią do partnera byłej żony

2022-07-06, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Niewiele, bo około 1,5 godziny trwała pierwsza rozprawa przeciwko Radosławowi Ś. - oskarżonemu o zabójstwo 43-letniego asp. Michała Kędzierskiego – policjanta z Raciborza. Mężczyzna milczał przed Sądem Okręgowym w Rybniku, dlatego też sędzia Grażyna Suchecka musiała odczytać jego zeznania. Czego się z nich dowiedzieliśmy?

Reklama

Leczy się psychiatrycznie od 4 lat

Dzisiaj przed południem w Sądzie Okręgowym w Rybniku rozpoczął się proces Radosława Ś. Mężczyznę oskarżono o zabójstwo policjanta (asp. Michała Kędzierskiego) przy użyciu broni palnej, usiłowania zabójstwa dwóch kolejnych funkcjonariuszy policji, posiadania broni palnej i amunicji bez wymaganego pozwolenia, kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości obraz uprawy konopi innych niż włókniste. Przypomnijmy, że tragedia miała miejsce rok temu w Raciborzu.

Już na wstępie Radosław Ś. oznajmił:

Przyznaję się do zabójstwa, zrozumiałem zarzuty. Nie przyznaje się do próby zabójstwa, nie przyznaje się do drugiej próby. Do reszty się przyznaje. Nie będę składał wyjaśnień – powiedział.

Mężczyzna nie chciał też odpowiadać na pytania sędzi Grażyny Sucheckiej, dlatego ta odczytała treść zeznań, jakie Radosław Ś. złożył w prokuraturze.

Jak dowiedzieliśmy się na wstępie, Radosław Ś. od około 3 lat przyjmuje lek o nazwie Alprox (psychotropowy). Przyjmuje też Ketrel (lecznie zaburzeń psychicznych). W 2020 roku wrócił do Polski z Holandii.

Byłem tam w celach zarobkowych przez rok czasu. Do Polski wróciłem sam, znałem swoją żonę Urszulę. Byliśmy parą. W Polsce mam 10-letniego syna z poprzedniego w związku z Izabelą M. Syn Borys zamieszkał z matką. Miałem z nim bardzo dobre relacje. Odwiedzałem go jak przyjeżdżałem do Polski. Z matką relacja były trudne, zaczęły się psuć w związku z moimi problemami finansowymi i brakiem pracy – odczytała fragment zeznań Grażyna Suchecka.

Z dalszych wyjaśnień mężczyzny wynika, że zaczęła się jego walka o syna.

Izabela M. utrudniała mi kontakty z synem, zwłaszcza kiedy dowiedziała się, że jestem w nowym związku. Od jej humoru zależały moje kontakty z dzieckiem, chociaż mieliśmy je uregulowane. Ona wnioskowała o alimenty, chociaż z nich się wywiązywałem. Na początku zamieszkałem z rodzicami, potem wynająłem z żoną dom w Siemoni, oddalonym od Raciborza od 100 km. Utrzymywałem się z oszczędności z pracy w Holandii, pracowałem jako dekarz na czarno. Otrzymywałem średnio 3-4 tysiące złotych. Nie miałem założonego konta bankowego. Jedyne w Holandii było puste. Alimenty pobierałem z konta matki – usłyszeliśmy.

Radosław Ś. twierdzi, że leczy się psychiatrycznie od około 4 lat.

Do psychiatry zgłosiłem się, gdy miałem problemy z moją poprzednią partnerką. Miałem zaburzenie emocjonalne, osobowościowe, miałem napady agresji. Leki dobrze na mnie działały. Nie miałem dnia przerwy od brania leków. Nie utrzymywałem kontaktów, nie miałem kolegów, nie imprezowałem. Miałem żonę.

Jego dziecku działa się krzywda?

Z kolei Izabela M. spotykała się z innym mężczyzną. Oskarżony miał się tego dowiedzieć m.in. od syna i innych osób.

Starałem się unikać z nim kontaktu, spotykaliśmy się przypadkiem. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Zdarzało się, że między wierszami – syn nie ma najlepszego kontaktu z tym mężczyzną. Wiedziałem, że nie jest dobrze traktowany. Syn mnie zna, wie, że reaguje emocjonalnie zwłaszcza, jak dotyczy to osób najbliższych. Unikał mówienia o przykrych sytuacjach ze strony nowego partnera. Zdarzają się imprezy, matka zabierała go ze sobą, on był w osobnym pokoju, a ona się bawiła. Opowiedział mi o kilku sytuacjach, gdzie został zamknięty na całą noc w pokoju. Nie był bity, nie podawano mu alkoholu – czytała sędzia podczas procesu.

Podczas powrotu z Siemoni do Raciborza, syn płakał w samochodzie.

Mówił, że nie chce wracać do mamy, ale chce mieszkać ze mną. Pomyślałem, że coś jest nie tak. Pomachałem mu na do widzenia i wróciłem do Siemoni. Zacząłem pić. Piłem tylko piwo, 8 piw. Skończyłem około 23.00. Wstałem rano i nic nie pamiętam. Kojarzę jak wyjeżdżałem od siebie z domu, było rano, nie pamiętam czy piłem wtedy alkohol – tak opisywał początek dnia, w którym doszło do tragedii.

Obsługi broni nauczył się w internecie. Pojechał z nią do partnera byłej żony

Oskarżony ubrał się w mundur policyjny. Kupił go poprzez OLX w 2020 roku. Radosław Ś. podejrzewa, że był to policjant.

To był moim zdaniem oryginalny mundur. Nie wiem jak się nazywał sprzedający. Zapłaciłem 100 zł. Kupiłem mundur na wieczór kawalerski – wyjaśnił oskarżony.

Feralnego dnia miał też torbę, do której włożył kajdanki kupione w Katowicach. Też miały służyć jako rekwizyt na wieczorze kawalerskim. Zabrał broń, choć tego nie pamiętał. Wiadomo, że miał scorpiona i glocka.

Broń trzymałem ją w piwnicy w Siemoni, Kupiłem ją 8-10 lat temu od znajomego, który mieszka w Czechach. Była okazja, zapłaciłem za sztukę około 3 tys. złotych. Pomyślałem, że kiedyś ją sprzedam drożej. Nie miałem na nią pozwolenia. Zakopałem ją w lesie w Rudach, nie bałem się, że ktoś ją znajdzie. W Siemoni była bezpieczniejsza, trzymałem ją we wnęce, moim zdaniem nikt by jej nie znalazł, nawet policja. Nikt nie wiedział, że ją mam – usłyszeliśmy.

Radosław Ś. stwierdził, że potrafi posługiwać się bronią, jeżeli chodzi o załadowanie, przeładowanie, złożenie pistoletu. Nauczył się tego z internetu. Nie uczył się strzelać. Zrobił to tylko raz przy zakupie. Pamiętał, że glocka włożył w dniu tragedii za pas spodni.

Nie wiedziałem gdzie chce jechać, nie byłem świadomy. Określiłbym, że mój mózg został wyłączony z gniazdka. Zatrzymałem się gdzieś za Sośnicowicami, z kimś rozmawiałem, używałem chyba wulgaryzmów. Dojechałem do Raciborza, krążyłem koło mieszkania aktualnego partnera mojej byłej żony. Wiedziałem gdzie mieszka, to były okolice ul. Słowackiego. Nie wiedziałem, dlaczego to robię. Podejrzewam, że miało to związek z moim synem. Nie wiem, czy się tam zatrzymałem. Mam przebłysk, że rozmawiałem z Izabelą M. Nie jestem przekonany, ale coś kojarzę. Nie pamiętam, o czym rozmawiałem – czytała zeznania sędzia.

„Wszedł we mnie diabeł”

Radosław Ś. pamięta tylko tyle, że po strzelaninie upadł na ziemię. Nie pamięta, czy tamtego dnia brał leki. Przyznał, że nie można łączyć ich z alkoholem. Mimo to już w przeszłości to robił, ale bez nagatywnych skutków. Jak określił, targały nimi nerwy, ale nie okazywał ich na zewnątrz.

Żałuję tego co się wydarzyło, gdybym mógł cofnąć czas, to nie zrobiłby tego. To nie byłem ja, wszedł we mnie diabeł – stwierdził oskarżony.

Grażyna Suchecka chciała wysłuchać świadków – Annę Ś. - matkę oskarżonego oraz Urszulę Ś. - obecną żonę. Pierwsza odmówiła składania zeznań, druga oznajmiła, że wezwanie ma na 22 lipca.

Obrona chce wysłać oskarżonego do psychiatryka

Jak sprawę komentuje Michał Legierski, adwokat oskarżonego?

Sprawa nie jest czarno-biała jakby się mogło wydawać. Słyszeliście państwo stanowisko oskarżonego. Jego stan zdrowia wymaga jeszcze dokładnego zbadania, o to wnioskujemy, by przeprowadzić obserwację psychiatryczną w zakładzie zamkniętym. Oskarżony chce mieć uczciwy proces, zdaje sobie sprawę z tego, co zrobił. Opinia, która jest w aktach budzi wątpliwości. Jest lakoniczna, sporządzona po kilkugodzinnym wywiadzie, bez dokładnej analizy stanu zdrowia pod kątem schizofrenii. Opinia wskazuje na poczytalność.

Oceń publikację: + 1 + 21 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy "Okrąglaczek" w Rybniku to potrzebna miastu inwestycja?




Oddanych głosów: 425