zamknij

Wiadomości

Ponad 3 tys. kilometrów z Irlandii do Rybnika… na rowerze! Były emocje w Meksyku (wideo, zdjęcia)

2024-05-24, Autor: 

Mieszkańcy ul. Mażewskiego urządzili wczoraj iście meksykańską fiestę (nazwa dzielnicy zobowiązuje). Wieczorem odwiedził ich niecodzienny gość, który postanowił przybyć z Irlandii do Rybnika… na rowerze! W ten sposób Paweł Kasztelaniec chciał zwrócić uwagę, że dwie pewne rybniczanki potrzebują pomocy. Mieliśmy okazję porozmawiać z bohaterem wczorajszego dnia.

Reklama

Dom zagraża ich życiu

Ten artykuł składa się z dwóch wątków, które są ze sobą ściśle powiązane. Zacznijmy historię od problemu Marii Groborz i jej córki – Heleny. Mieszkanki dzielnicy Meksyk żyją w domu, w którym nie mogą się czuć bezpiecznie.

Problem pojawił się w ubiegłym roku. Zauważyliśmy przeciek w dachu. Dom został wybudowany w 1927 roku, zaraz będzie miał 100 lat. Nic nie było w nim wymieniane – mówi pani Maria.

Kobieta jest już osobą starszą, niepełnosprawną. Jej mąż zmarł. Mieszka z niepełnosprawną Heleną, która pobiera rentę. Pieniędzy więc ledwo co wystarcza na codzienne potrzeby. O zabezpieczeniu środków na remont domu nie ma mowy, tym bardziej na otrzymanie kredytu. Tymczasem problem zaczyna przybierać na sile. Dach na tyle mocno przecieka, że widać deformacje w stropie. Istnieje groźba jego zawalenia.

Już w ogóle nie korzystamy z pierwszego piętra, bo jest strach. Tam nie ma „strefy” użytkowej – słyszymy.

Paniom pozostało jedynie rozłożyć basen dziecięcy nad miejscem, gdzie kapie woda.

„Kurczę ciotka, to ja zrobię taki numer...”

Do akcji wkroczyła Elżbieta Piotrowska, była prezeska Stowarzyszenia Oligos.

Helenka (córka Marii – red.) była naszą podopieczną z Oligosa. Później pracowała u nas jako pomoc sprzątająca. Uwierzyła w siebie. Podjęła się też innych robót. Z kolei Marysia chodziła do naszej grupy wsparcia. Była kiedyś zamknięta w sobie i siedziały boroczki we dwie w domu – wspomina Elżbieta Piotrowska.

Nasza rozmówczyni zauważyła w pewnym momencie, że Maria otworzyła zbiórkę na remont dachu. Nie wiedziała, że ma taki problem. Postanowiła pomóc kobietom w potrzebie w nagłośnieniu zbiórki. Na odzew nie trzeba było długo czekać.

W pewnym momencie odezwał się do mnie mój siostrzeniec z Irlandii – Paweł. Nie jest zawodowym kolarzem, ale uczestniczy w zawodach. Pasjonuje się kolarstwem. Jak stwierdził, urosła w nim taka myśl, że przyjedzie sobie do Polski na rowerze. Powiedział: kurczę ciotka, to ja zrobię taki numer, że przyjadę do was, ale też w celu charytatywnym – słyszymy.

Paweł Kasztelaniec przedstawił pomysł swojej grupie kolarzy. Padł on na podatny grunt, bo zaczęli organizować dla niego wyprawę – również pod kątem medialnym.

Zauważył, że jak będzie jeździł przez Europę, to nikt nie będzie wiedział przecież o zbiórce. Otworzył swoją skarbonkę i tam, gdzie się zatrzymywał, mówił o pomocy dla kobiet. Tłumaczył też, w jakim charakterze jedzie – dodaje Elżbieta Piotrowska.

Powitanie godne zwycięzcy Tour de France

Wkraczamy w drugi wątek – sam rajd Pawła Kasztelańca z Irlandii do Rybnika. Swoją rowerową wędrówkę rozpoczął 28 kwietnia. Zakończył ją wczoraj, czyli 23 maja. Podróż trwała więc 26 dni. W takim czasie pokonał 3 300 kilometrów!

Na rowerzystę przy ul. Mażewskiego w Rybniku czekała zarówno pani Maria i Helena, jak i Elżbieta Piotrowska ze swoimi siostrami i córką Kasią. Byli rodzice Pawła, a także sąsiedzi, Rada Dzielnicy Meksyk, czy radny Marian Kaim. Na ogrodzeniu przed domem wisiał baner z napisem „meta”. Były balony oraz butelki szampana.

Zarówno zgromadzeni, jak i my wiedzieliśmy, gdzie dokładnie znajduje się Paweł. Mogliśmy sprawdzać jego przebyty dystans dzięki GPSWidzieliśmy jak przekracza od południa granicę Rybnika, jedzie ul. Wodzisławską, a potem Obwiednią Południową kieruje się na Meksyk.

Emocje zaczęły rosnąć około godziny 20:30, a kilka minut później Paweł pojawił się na horyzoncie w towarzystwie grupy rowerowej – Roweroholicy. Zobaczcie, co się wtedy działo:

Z Irlandii do Rybnika na rowerze… to dało w kość

Mieliśmy okazję porozmawiać na chwilę z bohaterem wczorajszego wieczoru. Jak powiedział nam na wstępie Paweł Kasztelaniec – jest zmęczony, ale szczęśliwy.

Dzisiaj przejechałem 170 kilometrów, a w sumie nie 3 300 km, ale nawet 3,5 tys. Pierwszy raz w życiu pokonałem tak długą trasę w tak krótkim czasie – przyznał nasz rozmówca.

Zaznaczył, że zrobił to ze względu na pomoc dla dwóch rybniczanek.

Panie, które tutaj mieszkają, mają problem. Na głowę leje się im deszcz. Męczą się z grzybem i nikt im nie pomoże. Zwykli ludzie muszą się jednoczyć, żeby coś ogarnąć – zaznaczył.

Mimo że na co dzień mieszka w Irlandii, zdarza mu się odwiedzać Rybnik. Ostatni raz był w naszym mieście rok temu. Jego pasja wpisuje się w rybnickie trendy.

Trenuje kolarstwo albo biegam. Nie jestem jednak zawodowcem. Ten rajd dał mi kość, ale był naprawdę ciekawy. Każdy dzień rozpoczynał się dość wcześnie. Trzeba było szybko się spakować, zjeść śniadanie i lecieć dalej, bo czas gonił. Wstawałem mniej więcej o 6:30, a kładłem się spać po 1-2 w nocy – opowiadał.

Największy przeskok klimatu nastąpił po starcie. Paweł opuścił deszczową i zamgloną Irlandię, popłynął promem i znalazł się w słonecznym, hiszpańskim Bilbao.

Wyjechałem kawałek za miasto i zza gór nagle pojawiły się czarne chmury. Musiałem przez nie przejechać. Przyznam się, że był strach. Piorun za piorunem – wspominał.

Hiszpania powitała go też ukształtowaniem terenu, który nie jest przyjazny dla rowerzystów.

Pierwszy dzień i już miałem 1500 metrów pod górę na odcinku 80 kilometrów. Później już starałem się omijać wzniesienia – uśmiechnął się nasz rozmówca.

Tak charakterystyczny podróżnik nie umknął uwadze lokalnych społeczności.

Oczywiście miałem pytania skąd jestem. Zwłaszcza na Węgrzech ludzie zagadywali, prawie mnie ściskali. Nie miałem okazji spać pod namiotem. Udawało mi się spać w hotelach albo u kogoś w domu – usłyszeliśmy.

Na szczęście rower Pawła nie „zaliczył” ani jednego „kapcia” Z drugiej strony musiał wymienić linkę do przerzutek i klocki hamulcowe.

Poza tym rower sprawdził się bardzo dobrze, chociaż bałem się tego, czy koła wytrzymają. Miałem na sobie 38 kilogramów bagażu plus moja osoba – zauważył kolarz.

Paweł Kasztelaniec postanowił spędzić jeden dzień w Rybniku. Zamierza jeszcze odwiedzić Otmuchów i wracać do domu. Drogę powrotną pokona już samolotem.

Chcecie pomóc rybniczankom w naprawie dachu? Oto linki do zbiórek pieniędzy:

- zrzutka.pl

- gofundme.com

Relację Pawła z podróży znajdziecie na jego fanpage’u.

Oceń publikację: + 1 + 37 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~mewa74 2024-05-24
    14:35:24

    6 1

    Ktoś sprawdza te teksty przed publikacją? "Widać deformacje w stopie", to nie jedyny błąd.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak wypadnie reprezentacja Polski na Mistrzostwach Europy w Niemczech?









Oddanych głosów: 277