zamknij

Wiadomości

Dlaczego dyspozytor pogotowia odmówił przyjazdu karetki do niemowlęcia?

2019-03-01, Autor: ap, bf

Wracamy do tematu 5-miesięcznego dziecka, którego rodzicom odmówiono przyjazdu karetki do niemowlęcia. Ostatecznie jastrzębscy policjanci przeprowadzili pilotaż samochodu do szpitala w Rybniku. Dlaczego dyspozytor nie wysłał karetki do chłopczyka po transfuzji krwi?

Reklama

- Nasze dziecko nigdy nie płakało kilka godzin bez przerwy. Najpierw udaliśmy się do naszego lekarza, który skierował nas do szpitala na Przyjaźń". Niestety tam pomoc uzyskać mogliśmy dopiero po 18:00 - zaczyna opowiadać tata niemowlęcia. - Zdecydowaliśmy się zadzwonić na pogotowie. Nie byliśmy w stanie sami pojechać, ponieważ syn miał sine usta i zanosił się, więc trzeba było dmuchać mu do buzi — mówi ojciec.

Z relacji rodziców wynika, że rozmowa z dyspozytorem trwała ok. pół godziny. Przyjmujący zgłoszenie zadawał bardzo dużo pytań, ale ostatecznie odmówił przyjazdu karetki do dziecka. - Chciałam nawet zapłacić za przyjazd ambulansu. To nie było bezpodstawne zgłoszenie! - Mówi mama chłopczyka. - Jesteśmy przeczuleni, ponieważ nasze maleństwo miało przetoczoną krew pod kątem anemii, więc poinstruowano nas w katowickim szpitalu, że wszystkie „nienormalne” zachowania wymagają interwencji - dodaje.

Ostatecznie w akcie desperacji i bezradności, tata niemowlęcia zadzwonił na policję z prośbą o pomoc. Jastrzębscy funkcjonariusze bez wahania postanowili przeprowadzić pilotaż samochodu z dzieckiem do szpitala. Ustalili, że najlepszym ośrodkiem zdrowia w tej sytuacji będzie WSS nr 3 w Rybniku. >>>Policjanci eskortowali samochód z 5-miesięcznym dzieckiem do szpitala <<<.

W rybnickim szpitalu rodzina spędziła kilka godzin. Dopiero po dożylnym podaniu środków przeciwbólowych, dziecko się uspokoiło. Następnego dnia rodzice musieli udać się do lekarza rodzinnego, po czym zostali skierowani znowu do szpitala, tym razem do Żor. Prawdopodobnie w organizmie maleństwa rozwija się infekcja. Nie ma jeszcze ustalonej diagnozy. Dziecko jest cały czas hospitalizowane.

- Po jakimś czasie od przyjazdu w towarzystwie policji do szpitala zadzwonił do mnie ten sam dyspozytor, tylko z innego numeru. Myślałem, że może chce porozmawiać o stanie dziecka itd. Pan natomiast dał mi do zrozumienia, że pożaliłem się policji i tyle - dodaje tata chłopczyka.

Dyrekcja Wojewódzkiego Pogotowie Ratunkowego w Katowicach przesłuchała nagranie z poniedziałkowego zgłoszenia.

- W chwili uzyskiwania wywiadu medycznego u pacjenta nie występowały objawy świadczące o nagłym i bezpośrednim stanie zagrożenia życia i zdrowia — mówi Wojciech Miciński, z-ca Dyrektora ds. ratownictwa medycznego.

- Wzywający został poinformowany, gdzie może uzyskać pomoc medyczną we właściwym w tej sytuacji trybie ambulatoryjnym. Z uwagi na niewystępowanie stanu nagłego zagrożenia zdrowotnego, brak nowych istotnych informacji, padające ze strony zgłaszającego inwektywy oraz celem zapewnienia dostępności linii alarmowej rozmowa została zakończona przez dyspozytora — dodaje Wojciech Miciński.

Rozmawialiśmy również z dr Katarzyną Musioł, ordynator oddziału dziecięcego w WSS nr 3. - Jeżeli mówimy o tym samym dziecku, to nie miało ono problemów z dusznością. To rodzice tak twierdzili. Z tego, co wiem, to wzywali pogotowie. Karetka nie przyjechała, bo powodem miało być rozdrażnienie dziecka - tłumaczy. Jak dodaje, sama badała niemowlę. - Została pobrana krew, zrobione USG, podaliśmy środek przeciwbólowy i dziecko się uspokoiło, było radosne. Dziecko na izbie miało ponadto konsultację laryngologiczną i zbadany mocz. Badania nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Powodem stanu dziecka mogła być np. zwykła kolka. Rozumiem, że rodzice mogli być mocno zdenerwowani, ale ich opis był niewspółmiernie inny od tego, co faktycznie się działo - wyjaśnia Katarzyna Musioł.

Mimo to rodzice zapowiadają, że nie zostawią tak tej sprawy. Ich adwokat jest w trakcie przygotowywania zażalenia.

Oceń publikację: + 1 + 68 - 1 - 19

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (9):
  • ~fryfa 2019-03-01 12:13:02

    Bo w Polsce jest ułomne prawo nic na to nie poradzimy

    55 21
  • ~ 2019-03-01 12:24:54

    Gdyby z moim dzieckiem było naprawdę źle, to ja bym nie rozmawiał przez PÓŁ GODZINY z dyspozytorem, tylko natychmiast bym wiózł dziecko do szpitala choćby taksówką czy prosząc o pilny "transport" kogokolwiek z sąsiadów.

    235 8
  • ~amcar 2019-03-01 13:10:43

    Dyspozytor powinien usłyszeć zarzuty. Bo jeśli do "menela" jest wysyłana karetka w celu zbadania i wystawienia zaświadczenia o zdolności do transportu do Izby Wytrzeźwień dla Policji czy SM. A problem jest wysłać karetkę do małego dziecka to coś jest nie tak z tym dyspozytorem. Po drugie dlaczego dzwoni z innego numeru do zgłaszającego. ( bo się to nie nagrywa)

  • ~ 2019-03-01 13:15:33

    @siwy-rybnik w punkt! O tym samym pomyślałam, bo jeśli dziecko sinieje, to się działa, a nie prowadzi jakieś przeciągające się dyskusje. Druga kwestia: dlaczego rodzice nie mogli sami zawieźć dziecka do szpitala - było ich dwoje, więc jedno mogło prowadzić, a drugie, jak napisano w artykule, dmuchać w usta.
    Wyjaśnienie pani ordynator i w-ce dyrektora do spraw ratownictwa medycznego w pełni mnie przekonuje, pomimo że w podobnych sytuacjach daleka jestem od usprawiedliwień.

  • ~qwer 2019-03-01 13:36:38

    Pan dyrektor chroni swojego pracownika.
    Siniejące usta u niemowlaka który jest po transfuzji krwi to niewystarczający powód aby przyjechało pogotowie?
    Wyp.... z pracy dyspozytora z dyrektorem włącznie.

    93 99
  • ~adik_3 2019-03-01 13:43:27

    Brawo jednak można napisać rzetelny artykuł, gdzie przedstawione jest zdanie każdej ze stron. Tylko czy potrzebny był ten poprzedni naruszający zaufanie do instytucji pogotowia ?

    ~ącman do menela wzywają ludzie zaniepokojeni stanem zdrowia, osoby leżącej, często nieprzytomnej, będącej pod wpływem różnych używek. Tu dyspozytor wykazał się czujnością prawidłowo rozpoznał stan i adekwatnie zareagował. Nie wiesz czy w tym czasie nie było zasadnych interwencji ratownictwa medycznego.

    ~qwer jak pokazuje mijający czas, dziecko żyje, nie było w stanie zagrożenia życia, wystarczyło zastosować się do wszystkich poprzednich i spójnych zaleceń.

    Za prawidłowa oceną przez dyspozytora przemawiają wszelkie obiektywne fakty, oraz niezależne opinie wielu osób, z różnych instytucji nie mających nic wspólnego z dyspozytornią.

    94 25
  • ~ 2019-03-01 15:11:17

    Raz jeszcze wrócę do słów ojca : " Nie byliśmy w stanie sami pojechać, ponieważ syn miał sine usta i zanosił się, więc trzeba było dmuchać mu do buzi". Co się zatem zmieniło, że pod eskortą policji, bo przecież i tak pojechali własnym samochodem, już nagle mogli?
    Coś mi się wydaje, że rodzice zamiast zachować zimną krew, stracili głowę, a teraz na siłę szukają winnych.

  • ~adamczykhenryk 2019-03-01 18:03:18

    moje ciało w wieku 47 lat , jest rotowanie dla poprawienia statystyki . Młode ciało jest warte 2 miliony dolarów na organy .

    10 40
  • ~Blazej Balcerzak 2019-03-02 12:53:02

    Czyli, dziecko zostalo prawidlowo zdiagnozowane przez dyspozytora pogotowia, a lekarz to potwierdzil.

    68 2

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy to dobrze, że konferencja "Tęczowa zaraza - antychrześcijańska rewolucja w Polsce” nie odbyła się?




Oddanych głosów: 2670