zamknij

Wiadomości

Człowiek z pasją: rybniczanka, która do sportu dołożyła widowiskowość

2018-03-10, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Dzisiejsza bohaterka cyklu to prawdziwy wulkan energii. Agnieszka Klimasara jako manager artystyczny Metrowego czy HK Rufiioka zjechała Polskę wzdłuż i wszerz, a z rybnickim zespołem Fankatak przywiozła do Rybnika sporo sukcesów z przeglądów i konkursów. Dzisiaj swoimi pomysłami dzieli się z ekipą rybnickiego MOSiR-u, który co rusz zaskakuje nas kolejnymi ciekawymi imprezami. Jej pasje sięgają jeszcze dalej.

Redakcja: na początku naszej znajomości byłaś znana głównie jako manager zespołu Fankatak. Jak to się stało, że dołączyłaś do zespołu właśnie w takiej roli? Jak wspominasz tamten czas? Jak pracowało Ci się z chłopakami?

Reklama

Agnieszka Klimasara: współpraca z zespołem Fankatak to była rewelacyjna sprawa, ale jak się z czasem okazało nie wszyscy jednak wiązali swoją przyszłość z muzyką w takim wydaniu. Drogą naturalną ta współpraca wygasła. Był to jednak na tyle długi, intensywny i pasjonujący okres, że śmiało mogę powiedzieć, że byłam managerem funkowo – rockowego zespołu. Przeglądy, nagrody, wyróżnienia, klipy, płyta, koncert, wywiady – cała paleta rewelacyjnych wspaniałości. To nie był jednak jedyny projekt przy którym pracowałam.

Tak naprawdę pracowałam jako manager artystyczny już od pięciu lat. Namówił mnie na to Metrowy (rybnicki raper, a później także wydawca muzyczny agencji Protest Song). Zaczęliśmy od wydania płyty HK Rufijoka - śląskiego artysty hip-hop (Rydułtowy). W międzyczasie pracowaliśmy nad płytą Metrowego „DEDORS. Dziennik z podróży w miejscu”. Potem był zespół KOSMOS (śląscy nawijacze: Skorup, Bu, HK Rufijok i Metrowy). No i potem Fankatak.

Miałam szczęście zjeździć Polskę wzdłuż i wszerz. Poznałam wielu fantastycznych ludzi. Pracowałam przy kilkudziesięciu klipach, sesjach, koncertach, imprezach, premierach, promocjach. To są doświadczenie, które bardzo przydają mi się w mojej obecnej pracy! Świetny czas, ale także bardzo trudny i wymagający.

Zespół KOSMOS z przyjaciółmi

Z czasem moja para słabła. Musiałam odpuścić. Potrzebowałam solidnej zmiany. Zdecydowałam się na poszukiwanie innego zajęcia. Nie trwało to specjalnie długo. Magiczny zbieg okoliczności sprawił, że w czasie kiedy borykałam się ze swoimi sprawami zadzwonił do mnie Arkadiusz Skowron – zastępca dyrektora MOSiR Rybnik. Zaproponował mi pracę w dziale organizacji imprez w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji.

Wcześniej już miałam okazję poznać Arka. W 2015 roku zaproponowano mi współpracę przy organizacji XVII Igrzysk Polonijnych. Tam właśnie poznałam Arka i tam mogłam popracować na zupełnie innym gruncie. Podobało mi się! Kapitalnie, że Arek sobie o mnie przypomniał, kiedy szukał nowych pracowników do działu organizacji imprez w MOSiR.

No właśnie, aktualnie pracujesz w MOSiR-ze, gdzie jesteś niezwykle aktywną osobą. Powiedz mi, od kiedy tam jesteś?

Pracę zaczęłam tam w kwietniu 2016 roku. Przebranżowienie z managementu artystycznego na sportowy nie było lekką sprawą, ale myślę, że w pełni wykorzystałam umiejętności nabyte we wcześniejszej pracy. Dużo się nauczyłam w MOSiR, ale mogłam też sporo od siebie wnieść.

Rozpoczynając pracę w MOSiR-ze otrzymałam bardzo solidne fundamenty organizacyjne. Przecież ta jednostka działa już w naszym mieście od ponad 40 lat. Po połączeniu z CRiR Bushido, tak naprawdę 80% tego, co teraz robimy opiera się na pomysłach i pracy naszych poprzedników. Jedyna różnica to taka, że imprezy zostały usystematyzowane, opisane i określone ich rezultaty, czyli inaczej zaprogramowane.

Biuro zawodów podczas Biegu Barbórkowego

Ani w moim działaniu, ani też w działaniu mojego zespołu nie chodziło o to, aby zrobić rewolucję, a ewolucję tego, co już ma swoją historię, swoich odbiorców, swoich koordynatorów. Nie wolno o tym zapominać. Miałam ogromne szczęście, iż poproszono mnie o współpracę w momencie, w którym MOSiR był gotowy na kolejne ważne zmiany i otwarcie się na nowe możliwości. Możemy sobie po prostu pogratulować - jako grupie świetnych współpracowników, że ta zmiana naprawdę wychodzi nam na dobre. Bez solidnego backup’u nie byłoby to jednak możliwe.

Mam wrażenie, że od czasu, gdy tam jesteś, MOSiR przeistoczył się w bardzo aktywną jednostkę. Czy to za Twoją sprawą, czy grupy osób?

Oczywiście, że grupy. Nie da się takich świetnych imprez organizować w pojedynkę. Poza tym MOSiR to nie tylko imprezy. To chyba oczywiste. Inne zadania MOSiRu nie są jednak tak widowiskowe, jak imprezy. A ja uwielbiam widowiskowość. Właśnie to mogłam wnieść głównie od siebie. W jak najlepszy sposób zaprezentować miastu nasze pomysły: zdjęcia, filmy, relacje, PR, ścisła współpraca z mediami, angażowanie nowych ciekawych osób do współpracy, media społecznościowe i śmielszy kontakt z odbiorcami.

To co robimy na co dzień udało mi się ubrać w równie atrakcyjny obraz w mediach społecznościowych i przekazuję to naszym odbiorcom w taki sposób, aby jeszcze chętniej dołączali do nas i spędzili z nami czas. O to właśnie chodzi!

My nie robimy tych wydarzeń dla siebie, czy dla ściśle określonego grona mniej lub bardziej wysportowanych osób. Nam zależy na tym, aby zaprosić nowych odbiorców, którzy spędziliby aktywnie i ciekawie czas. Takie imprezy mają nie tylko wymiar sportowy (aczkolwiek to jest oczywiście kluczowe), ale także towarzyski, społeczny i integracyjny. Jeszcze raz podkreślam, że tego nie da się zrobić w pojedynkę! Pomysł trzeba dopracować z działem technicznym, potem trzeba go rozliczyć, a na samym początku – zdobyć akceptację dyrekcji.

To, że ostatnimi czasy nabrały te działania takiego pędu to zasługa doskonałej współpracy wielu osób i niezaprzeczalnie doskonałej atmosfery w samym dziale organizacji imprez. Wspólnie z Darią Kudio, Wiktorią Wistubą i Pawłem Miturą – Zielonką realizujemy i koordynujemy kilkadziesiąt imprez w roku. Dyrekcja bardzo nam ufa i wspiera w działaniach, gdyż widzą bardzo dobre rezultaty. Jednocześnie nie spuszczają z nas oka. To też normalne i naturalne. Takie cztery szalone głowy w jednym miejscu potrafią nieźle nawymyślać.

Czasami potrzebny jest dyrektorski hamulec, ale doceniamy ogromne zaufanie i tym samym jeszcze lepiej chcemy pracować. Poprzeczka idzie w górę, a nam sprawia to niesamowitą frajdę. Uwielbiamy poza tym spędzać czas z uczestnikami tych wydarzeń. To nie jest dla nas tylko praca – to także pasja. Dla całego zespołu. Jak mogłabym się tym nie chwalić. A media społecznościowe według mnie właśnie temu powinny głównie służyć.

Przekazywaniu ciekawych treści i opowiadaniu o istotnych sprawach. Bo to jest po prostu ciekawe! Doskonale czuję się w internetowym świecie. A skoro mamy o czym opowiadać, to ja opowiadam. Warto nas podglądać. Do czego gorąco zachęcam. Dla wielu osób to pierwszy krok do tego, aby do nas przyjść. Mogę tylko potwierdzić, że zabawa jest przednia, a sportowych emocji nie brakuje.

Dowodem tego jest, chociażby ostatni „Dzień Kobiet w Rajtuzach”. To była druga edycja. Przyszło do nas trzy razy więcej pań! To było coś niesamowitego! Dla nas to najlepszy dowód na to, że mamy dla kogo pracować i że warto to robić na jak najwyższym poziomie. I tego będziemy się trzymać.

MOSiR co rusz zaskakuje coraz to innymi imprezami, zachęca rybniczan do aktywności. Czy jesteś autorką albo współautorką któregoś z pomysłów, jakie proponuje MOSiR?

No pewnie! Nie trzymaliby mnie tam za piękne oczy. Jeżeli nie wykazywałabym twórczej inicjatywy nie mogłabym pracować z takimi osobami jak Daria, Wika i Paweł. Codziennie dużo rozmawiamy, codziennie wymieniamy się pomysłami. Codziennie dzielimy się między sobą tym, co zrobiliśmy. Analizujemy sukcesy i wpadki. Kombinujemy, tworzymy, wymyślamy. Mnie bardzo zależało na tym, aby imprezy nie miały wyłącznie sportowego charakteru.

Chciałam, żeby uczestniczyły w nich także osoby, które po prostu chcą wyrwać się domu, albo chcą pokibicować swoim bliskim, albo chcą się nam poprzyglądać, oderwać od codzienności. Ten pierwiastek towarzyski to był od początku mój konik. Dążyłam także do tego, aby MOSiR był bardziej rozpoznawalny jako całość. Stąd forsowanie od samego początku pomysłu na rebranding i spójną identyfikację wizualną imprez, obiektów, poligrafii. Udało się!

Jestem przekonana, że konsekwentnie realizując ten cel zaprezentowaliśmy się naszemu miastu jako całość. Nasze obiekty i imprezy mają spójne logotypy, w określony sposób prezentujemy się w mediach społecznościowych, teraz podejmujemy dalsze działania zmierzające do pogłębienia rozpoznawalności naszej marki. Nadal jest jeszcze sporo do zrobienia, ale efekt, jaki osiągnęliśmy na przestrzeni ostatniego roku jest naprawdę zdumiewający i imponujący.

Co ważne, sama bierzesz wielokrotnie udział w tych imprezach. Jesteś sportową pasjonatką?

Stałam się sportową pasjonatką. Pracując w takim środowisku nie mogło być inaczej. Musiałam jak najlepiej je poznać. Naturalne wydawało się integrowanie poprzez sport. Nie mogłabym pracować z hip-hopowcami, gdybym nie lubiła tej muzyki, nie czuła tego klimatu, nie lubiła imprez, towarzystwa i czegoś takiego jak… „flow”.

fot. W. Wistuba

Podobnie jest z pracą w MOSiR. Nie sądzę, żebym się tam sprawdziła, gdybym nie poczuła solidnego sportowego kopniaka od czasu do czasu. Gdybym sama aktywnie nie brała udziału w sportowej zabawie. Gdybym nie dzieliła pasji, jaką jest sport i aktywność z osobami, z którymi pracuję i - dla których pracuję. Stało się to na tyle płynnie, naturalnie i nieinwazyjnie, że śmiało mogę powiedzieć o sobie, iż jestem sportową pasjonatką. Sportowca ze mnie raczej nie będzie, ale wspólne treningi, sportowa zabawa i aktywność idealnie do mnie pasują. Poza tym przekonałam się, że w tym środowisku jest tyle zwariowanych osób, że szkoda byłoby z tego wariactwa rezygnować. Sportowe endorfiny są najlepsze! Szczerze zalecam.

Jakie masz plany na przyszłość? Jakie pasje chcesz rozwijać?

Bardzo chciałabym pracować z sekcją bokserską Rybnickiego Młodzieżowego Klubu Sportowego. Polubiliśmy się. Podziwiam determinację i pracowitość młodych pięściarzy. Sama też chętnie uczestniczę od czasu do czasu w ich treningach. Z dużym entuzjazmem pomagam w organizacji turniejów bokserskich. Inwestycja czasu w taką ekipę, jaką jest sekcja bokserska to ogromne wyzwanie dla mnie, ale sprawia mi to gigantyczną frajdę. Myślę, że mogę sporo wnieść od siebie w rozwijanie tej grupy i tego sportu w naszym mieście. Mamy spore sukcesy w tej dziedzinie sportu, ale trzeba te sukcesy teraz dobrze sprzedać. Proszę wybaczyć kolokwializm, ale sądzę, że właśnie na tym mogłaby polegać moja rola. I wiem- od samych zawodników, że kogoś takiego im potrzeba. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać na efekty mojej pracy. Oni i tak robią swoje i robią to świetnie. To ja muszę się wykazać, oni to robią na co dzień.

fot. MOSiR

Mam także nadzieję, że od czasu do czasu będę mogła zrealizować fajny koncert w Rybniku. Lubię to robić i zawsze lubiłam. Ostatnio miałam przyjemność organizować koncert zespołu Chonabibe (Lublin). I tym samym Rybnik pojawił się na ich trasie koncertowej na Śląsku. Ależ to było fajne.

Oczywiście też nie robiła tego sama… Tutaj przesyłam uśmiechy dla Michała Wojaczka – dyrektora Teatru Ziemi Rybnickiej oraz Mieczysława Błaszczyka – kierownika Klubu Kultury „Harcówka”. Wierzę, że wkrótce znów będę mogła roztańczyć nieco Rybnik. A może kiedyś będę miała szansę wziąć udział w jakimś większym muzycznym projekcie.

Sama za siebie trzymam kciuki i wypatruję takiej szansy na horyzoncie. I nie robię tego pasywnie, oj nie. Wypowiedziane marzenia mają większą moc spełnienia. Wierzę w to.

A może masz pasje, o których nie mam pojęcia, a chciałabyś się nimi pochwalić?

Nie mam takiej pasji, której poświęcam się na 100%. Robię tak wiele różnych rzeczy, że chyba nie powinnam mieć tzw. „konika”. Są jednak takie rewiry, na które chętnie zbaczam. Ostatnią taką odskocznią był udział w spektaklu tanecznym „Wodowisko” (sierpień 2017), które przygotowało Centrum Sztuki i Rekreacji Movytza z Rybnika. Cóż to była za przygoda! Wspominam ten czas z sentymentem. Bardzo chciałabym jeszcze kiedyś wziąć w czymś podobnym udział. Tym bardziej że swego czasu miałam już epizody sceniczne.

Przez kilka lat (w okresie studenckim) należałam do amatorskiej grupy teatralnej, którą prowadził Janusz Majewski przy Teatrze Ziemi Rybnickiej. Zrealizowaliśmy kilka naprawdę ciekawych przedstawień. W liceum chętnie brałam udział w konkursach recytatorskich, do których przygotowywała mnie Aleksandra Kotas. Scena, teatr, taniec, sztuka – także są mi bardzo bliskie i wracam do tych wspomnień bardzo chętnie. Niewątpliwie jednak moja praca zawsze była i jest dla mnie największą pasją i tutaj trzeba przyznać, że pod tym względem jestem ogromną szczęściarą.

Po cichu liczę też na to, że kiedyś będę mogła moje pasje zawodowe przelać także na córkę. Alicja ma teraz 15 lat. Od prawie 12 lat należy do Zespołu Tańca Ludowego „Przygoda”. Od 7 lat uczy się gry na pianinie. Wraz ze swoją grupą jeździ i reprezentuje nasze miasto (a tym samym nasz kraj) na całym świecie. Jestem z tego naprawdę bardzo, bardzo dumna. Regularnie chodzi na treningi, ćwiczy głos, rozwija swój talent, marzy o tym, aby kiedyś tańczyć w zespole „Śląsk”. Jest pod tym względem bardzo zdyscyplinowana i konsekwentna. Kocha to. Może kiedyś będzie potrzebowała managera. A mamusia już tylko czeka na takie zaproszenie do współpracy.

Agnieszka Klimasara z córką Alicją

Póki co wspieram ją w realizacji jej folkowych marzeń jak tylko mogę. Życzę jej z całego serca, aby i ona mogła w przyszłości łączyć pracę ze swoją pasją. I życzę tego oczywiście wszystkim, którzy takową posiadają. Warto wierzyć w marzenia, warto je wypowiadać; aby potem móc je pracowicie i bez grymasu realizować.

Dziękuję za rozmowę.

Oceń publikację: + 1 + 54 - 1 - 8

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy wybierasz się na wybory 13 października?




Oddanych głosów: 4340