zamknij

Wiadomości

Chciała uzdrowić niepełnosprawną córkę. Sama została przez nią uzdrowiona

2018-05-26, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Niejeden rodzic załamałby się po usłyszeniu takiej informacji. Są też i takie osoby, które nie dopuszczają myśli o niepełnosprawności swojego dziecka. Elżbieta Piotrowska na zaakceptowanie sytuacji potrzebowała 15 lat. Dzięki determinacji i wewnętrznej sile jest mamą nie tylko swojej Kasi, ale też gromadki uczęszczającej do Oligosu.

Trzy minuty, które zmieniły życie mamy

Reklama

- Widziałam, że jest problem z córką. W moim przeświadczeniu wydawało mi się jednak, że to jakaś kosmetyczna sprawa do zrobienia i krótkotrwała walka – rozpoczyna Elżbieta Piotrowska. Jeszcze wtedy nasza rozmówczyni nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo odmieni się jej życie.

30 lat temu dzisiejszej prezes Stowarzyszenia Oligos urodziła się córka. Kasia była wcześniakiem, u którego od samego początku mama zauważała niedoskonałości. - Widziałam dysfunkcje. Dziecko nie siedziało w czasie gdy powinno już to robić, nie gaworzyło. Moje spostrzeżenia nie brały się znikąd. Miałam już dwie starsze córki. Lekarze traktowali te obserwacje jako wymysły, mówili, żebym inaczej odbierała Kasię ze względu na jej wcześniactwo. To mnie trochę uspokoiło, ale zachowanie Kasi dalej znacznie odbiegało od zachowań sióstr – mówi.

Wszystko zmieniło się w 9. miesiącu życia Kasi. - Przyjęła nas neurolog. Wzięła dziecko w obie dłonie. Trwało to może 3 minuty, które zmieniły moje życie. Pani lekarz usiadła na krzesło, założyła nogę na nogę i powiedziała: „no cóż, książkowe porażenie mózgowe”. Zemdlałam, po jakimś czasie przebudzono mnie i zapytano jak się czuję. Wyszłam z gabinetu. Jeździłam z wózkiem po Rybniku przez 2 godziny nie widząc gdzie mieszkam. Byłam w szoku – wspomina Elżbieta Piotrowska.

15 lat walki z wiatrakami

Nasza rozmówczyni walczyła o „uzdrowienie” Kasi. - Jeździliśmy po klinikach, lekarzach, znachorach. Byliśmy nawet w Chicago, gdzie zaliczyliśmy klinikę sponsorowaną przez światowych Masonów. Nie uzdrowiono córki, ale mnie. Uświadomiłam sobie, że zrobiłam dla dziecka wszystko, by spokojnie umrzeć. Gdybym miała świadomość tego, że mogłam coś zrobić, a tego nie zrobiłam, to moja nadzieja by zgasła – tłumaczy.

Jednym z największych wyzwań rodziców niepełnosprawnego dziecka jest akceptacja sytuacji. - Po 15 latach przestałam walczyć z wiatrakami. Wtedy dotarło do mnie, że mam niepełnosprawne dziecko. Moja świadomość dorosła i zaczęłam myśleć o przyszłości dla Kasi – co mogę zrobić, żeby zminimalizować jej niepełnosprawność – dodaje bohaterka artykułu.

Dumna mama

Pogodzenie się z faktem nie oznacza jednak opanowania emocji. Pani Elżbieta przyznaje, że przychodziły momenty słabości, których nie chciała pokazywać córkom. - Kasia nie mogła być dla nich barierą, gdyby tak się stało, to mogły ją przecież nawet znienawidzić. Tak się nie stało, czuły, że musiały mi pomagać. Teraz gdy po latach wracamy do tamtych sytuacji pytam się je, czy mają żal, że byłam częściej z Kasią, że jeździłam po szpitalach, że wymagałam od nich więcej. - No co ty mamo! Tak nawet nie myślałyśmy i nie czułyśmy – odparły. Jestem dumną mamą. Relacje siostrzane nie zostały zniszczone. Mało tego, w momencie, gdy córka miała komunię i dostała pieniądze, wzięła koleżankę i pojechały pierwszy raz do centrum Rybnika. Kupiły nowoczesny wózek spacerowy dla Kasi – wspomina.

Przyszywana „mamuśka”

Nadszedł jednak moment, gdy córki pani Elżbiety opuściły rodzinny dom. - W jednym roku wyszły za mąż. Poczułam tzw. syndrom wypalonego gniazda. Pojawiła się pustka w pokojach. Pewnego dnia odprowadziłam Kasię do szkoły życia. Rozpłakałam się na szkolnym korytarzu. Zauważyła to dyrektorka placówki:

- Pani Elu co się dzieje – zapytała.
- Dajcie mi coś do roboty, mogę zbierać 1% dla szkoły – odparłam.
- Nie, nie. Szkoła nie może tego robić, tylko stowarzyszenie – powiedziała.

Tak zaczęła się moja przygoda z Oligosem. Nawiązałam kontakt z CRIS-em. Nauczyłam się pracy przy komputerze, zrobiłam kursy, napisałam statut dzięki pomocy CRIS i założyłam stowarzyszenie – mówi Elżbieta Piotrowska.

O efektach działania Oligosu możecie drodzy Czytelnicy czytać na łamach naszego portalu.- W tej chwili mam dużo więcej dzieci niż jedno – jestem taką przyszywaną „mamuśką”. Jest grupka osób, która na okrągło przychodzi do mojego biura i woła „pani Elu”, albo „Elko” po imieniu – śmieje się.

„Córka mnie uzdrowiła”

Elżbieta Piotrowska jest niezwykle zapracowaną osobą, przez co wzbudza podziw i niedowierzanie wśród otoczenia. - Ludzie czasem się pytają jak ja to robię, że wstaje wcześnie rano (godz. 4.15) z Kasią, siedzę 8 godzin w ośrodku i po powrocie do domu mam nadal pogodę ducha. Odpowiedź jest prosta: ja nie pracuję. To, co robię jest moją pasją. Coś, co się robi z pasją, nie męczy – wyjaśnia.

Tą pasją stara się przenosić na innych ludzi. Zwłaszcza że są i tacy, którzy traktują niepełnosprawność jako chorobę. - Dzieci niepełnosprawne nie cierpią, nie czują dyskomfortu. Dla nich świat jest normalny. Gdyby mentalność ludzi była inna, nie podchodziliby do niepełnosprawnych dwupłaszczyznowo. Kiedyś Kasia powiedziała coś bardzo mądrego. Podeszła do niej kiedyś jakaś pani i powiedziała: ale ty jesteś ładna dziewczynka, ale na co chorujesz? Kasia odpowiedziała: ale ja nie jestem chora, ja tylko nie chodzę – wspomina nasza rozmówczyni.

Chora za to czuła się Elżbieta Piotrowska. - Na szczęście córka mnie uzdrowiła. Gdyby jej zabrakło, to musiałabym chyba przejść jakąś terapię, nauczyć się żyć inaczej, co mogłoby być niemożliwe – kończy.

Oceń publikację: + 1 + 193 - 1 - 18

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (8):
  • ~sarin 2018-05-26 19:16:25

    naprawdę? czemu redakcja chce wśród czytelników wywoływać skrajne emocje? (i wy dobrze wiecie o co chodzi) Szanuję to że walczy od 30 lat! ale tak nagle..

    48 71
  • ~Hjg Ghjf 2018-05-26 20:51:23

    Wpis został usunięty z powodu złamania regulaminu zamieszczania opinii.

    6 5
  • ~ada24 2018-05-26 21:45:19

    Co tak nagle... Kobieta boryka się z życiem od 30 lat i nareszcie zaczyna się dostrzegać takie rodziny! Wielki szacunek bo to ogromne poświęcenie.

    84 6
  • ~Loki84 2018-05-26 22:07:21

    @sarin - Właśnie teraz jest najlepszy moment żeby mówić o takich sprawach. Może w końcu osoby niepełnosprawne przestaną być niewidzialne dla dużej części naszego społeczeństwa.

    Pamiętam jak kiedyś redaktor Zimiński z radiowej Trójki opowiadał o swojej wizycie w Szwecji i o tym jak bardzo zaskoczyło go jak wielu jest tam niepełnosprawnych. Dopiero po chwili dotarło do niego, że najprawdopodobniej wcale nie jest ich więcej niż w Polsce. Tam po prostu normalnie funkcjonują w społeczeństwie, są widoczni - umożliwia im to wszystko - od infrastruktury po programy opiekuńcze i aktywizujące.
    Mam nadzieję, że nasz kraj też kiedyś dojrzeje do tego etapu.

  • ~Miłka Student 2018-05-27 00:02:38

    Podziwiam za siłę i determinację , sama mam czwórkę synów - wcześniacy z problemami ale udało się wyjść na prostą ! Pozdrawiam serdecznie !!!

    49 9
  • ~tf2 2018-05-27 11:52:53

    Wpis został usunięty z powodu złamania regulaminu zamieszczania opinii.

    4 5
  • ~Mirosława Sobinska 2018-05-27 21:41:52

    Pozdrawiam Pani Elu i dziękuję za to że pokazała Pani ludziom że niepełnosprawni byli i będą wśród nas by społeczeństwo nie bało się niepełnosprawnych każdy rodzic ,opiekun ON jak i osoba niepełnosprawna chce godnie żyć i być traktowana jak każdy zdrowy człowiek pozdrawiam gorąco

    25 8
  • ~radek 2018-05-28 06:49:19

    Brawo dla tej pani.

    24 6

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy liczysz na wysoką emeryturę?




Oddanych głosów: 477