zamknij

Kultura, rozrywka i edukacja

U nas w Wigilię jest tak, jakbyśmy żyli 120 lat temu!

2021-12-24, Autor: Magdalena Zmysłowska

Siemieniotka, gorzołka na zaloci chroboka, a pod stołem... siekera. O tradycyjnych śląskich zwyczajach i potrawach świątecznych opowiada Anna Lerch-Wójcik, rodowita jastrzębianka, miłośniczka lokalnej kultury i tradycji, autorka książki Pełny Bonclok. Tradycje kulinarne w podmiejskich dzielnicach Jastrzębia-Zdroju.

Reklama

Red.: Śląsk to specyficzny region, dużo ludzi przywiozło tu swoje tradycje z różnych rejonów Polski. Jak te tradycje łączą się z zastanymi, kultywowanymi przez miejscowych?

Anna Lerch-Wójcik: Rzeczywiście jest wiele takich rodzin, w których rdzenni Ślązacy "zmieszali się" z przyjezdnymi. Myślę, że w takich społecznościach ludzie nauczyli się godzić ze sobą tradycje. Najbliższy przykład mogę podać z autopsji, korzenie mojego męża, choć on sam urodził się w Jastrzębiu, wywodzą się ze wschodu. A zatem z taką tradycyjną śląskością zetknął się dopiero, kiedy się poznaliśmy, ale to bardzo wzbogaca. Nie spotkałam się z sytuacją, żeby odmienne zwyczaje wyniesione z rodzinnego domu wywoływały niesnaski, raczej wnoszą coś nowego. Nazwałabym to w skrócie "wartością dodaną". Szczególnie jeśli chodzi o potrawy jest to bardzo duży plus, można przecież poznać tyle ciekawych smaków.

Czego nie może zabraknąć na Twoim stole wigilijnym?

Wymienię po kolei: zaczynamy od zupy z rybich głów, która wpisuje się w znaną na Śląsku od zawsze zasadę zero waste: jeśli jemy rybę, to zostają ości i części, które można wykorzystać jako wywar. Potem pojawia się śledź w śmietanie, smażony karp podawany z gotowanymi ziemniakami. Ziemniaki podawane są w całości i traktowane jako osobna potrawa. Do tego zasmażana kapusta kiszona z masłem i dodatkiem kminku oraz – opcjonalnie – grzybów czy grochu. Moczka, makówki, kompot z pieczekgryzek, czyli kasza manna ugotowana na gęsto, posypana cukrem, polana przyrumienionym masłem i posypana cynamonem, czyli skurzicom. Pieczemy też struclę z anyżem, czyli słodką chałkę. A całość zajada się ciasteczkami cieszyńskimi.

Moi rodzice przyjechali na Śląsk z różnych regionów. Tata, który pochodzi z Wielkopolski, nie wyobrażał sobie świąt bez klusek z makiem. A dla Ciebie co jest ciekawą potrawą spoza Śląska?

Dla mnie osobiście jest to kutia. Korzenie tego, pochodzącego ze wschodu, dania, sięgają dawnych czasów i jest ono również przygotowywane na bazie maku. Zresztą ten mak pojawia się na stołach wigilijnych w całej Polsce w różnych formach: makowca, kutii, klusek z makiem czy śląskich makówek i nie jest to przypadek. Wynika to z faktu, że mak był dawniej uważany za roślinę o właściwościach magicznych, która była spożywana tylko od święta.

A co symbolizuje mak?

Święta Bożego Narodzenia w czasach przedchrześcijańskich były okresem, kiedy wspominano zmarłych. Dopiero chrześcijaństwo wniosło swoje symbole związane z narodzeniem Jezusa. Mak, jak już mówiłam, uważany był za roślinę magiczną, co jak się domyślasz, związane jest z jego właściwościami psychoaktywnymi. Zanim wprowadzono zakaz hodowania większej ilości maku, właśnie ze względu na jego działania uboczne, ludzie doskonale wiedzieli, że ta roślina może wprowadzić ich w stan między życiem a śmiercią czy też jawą a snem. Podobnie jest zresztą z dodatkowym nakryciem, które dziś zostawia się dla niespodziewanego wędrowca, a w czasach przedchrześcijańskich dokładnie ten sam zwyczaj wiązał się z wiarą w przybycie duchów przodków.

Kolejną ciekawostką jest to, że czerwony barszcz, który pojawia się w Wigilię w większości domów i przez wiele osób uważany jest za tradycyjną śląską potrawę, wcale nią nie jest. Na Śląsku nie pojawiał się do momentu, o którym już rozmawiałyśmy, czyli do czasu, kiedy tutejsze tradycyjne rodziny zaczęły się mieszać z przyjezdnymi z całej Polski.

Czyli jakie są najbardziej charakterystyczne potrawy na śląskim stole wigilijnym? Nasi Czytelnicy są z Jastrzębia, Żor, Rybnika i Wodzisławia, można tu zrobić jakieś rozróżnienie?

Jeśli chodzi o charakterystyczne śląskie dania wigilijne, zdecydowanie są to: moczka, makówki i kompot z pieczek, czyli z suszu, który przygotowuje się ze specjalnych gatunków jabłek, gruszek i śliwek. Jeśli w typowo tradycyjnej śląskiej rodzinie nie pojawia się ten kanoniczny zestaw, to wyłącznie z powodu osobistych preferencji smakowych.

Natomiast, żeby zrobić rozróżnienie na te cztery miasta, trzeba by pokusić się o rzetelne badania. Na pewno mogę powiedzieć, że te potrawy są raczej zbliżone, a wynika to z prostego faktu, że kiedyś ludzie opierali świąteczny jadłospis na tym, co mieli w zasięgu ręki. Do dziś w tradycyjnych gospodarstwach pojawią się na stołach plony zebrane we własnych ogródkach i na polach, czyli: jabłka, orzechy laskowe i włoskie, surowe ziemniaki, marchewka, pietruszka, burak, cebula, czosnek. Zebranie tych produktów i ich celebracja podczas świątecznej wieczerzy ma oczywiście gwarantować dobrobyt na cały nadchodzący rok.

A ciekawe potrawy, których już dziś nie spotkamy, mimo że kiedyś często pojawiały się w Wigilię na śląskich stołach?

Siemieniotka. Zupa, którą przygotowałam ostatnio i o której pamiętała jeszcze moja babcia, ale kiedy sama została mamą, przestała ją gotować właśnie z powodu specyficznego smaku. Tę zupę przygotowuje się z ziaren konopii z dodatkiem mleka w dwóch wersjach: na słodko albo z dodatkiem soli i cebuli. Potrawa ma charakterystyczny smak gorzkiej zupy mlecznej, a takie smaki chyba już dziś nas nie przekonują. Co ciekawe, kiedyś ludzie, nie mając wiedzy na temat właściwości leczniczych różnych roślin, w dużej mierze kierowali się intuicją. Nie przez przypadek wspomniany już kompot z suszu do dziś trafia na świąteczne stoły, jego zadaniem jest ułatwienie trawienia. Różnica jest taka, że dziś wiemy, z czego wynika to działanie, a kiedyś ludzie wsłuchiwali się w potrzeby swojego organizmu i wybierali pewne składniki zgodnie z tymi potrzebami. A nadmieniam o tym, bo siemieniotka ma podobne właściwości. Innym przykładem są fanzole z pieczkami, czyli suszonymi śliwkami, przyrządzane również raczej na słodko. No i gorzołka na zaloci chroboka.

Czyli specjalny świąteczny alkohol?

Tak. W mojej rodzinie ten zwyczaj przetrwał, trochę z mojej inicjatywy, wynikającej z zainteresowań. Zresztą u mnie w ogóle jest tak, jakbyśmy żyli 120 lat temu. Ale w większości rodzin ta tradycja jest już zapomniana, a szkoda.

Na czym polega ten obrzęd?

Około miesiąca przed Wigilią przygotowuje się korzenną wódkę z dodatkiem cynamonu, goździków, imbiru, pieprzu i miodu. W świąteczny poranek głowa rodziny częstuje wszystkich domowników kieliszkiem tego trunku. Nazywa się to gorzołką na zaloci chroboka, a chrobok symbolizuje wszelkie choroby i nieszczęścia. Wypicie tej mikstury, oczywiście na czczo, ma gwarantować pomyślność i powodzenie na cały przyszły rok. Trzeba tylko pamiętać, że ma być to jeden symboliczny kieliszek! Opcja "na drugą nóżkę" nie wchodzi w grę, bo to mocne i naprawdę z nóg może ściąć (śmiech).

Są jeszcze jakieś ciekawe zapomniane zwyczaje?

Jest jeszcze coś, co kultywuje się w moim domu, a nie zna tego nikt z mojego otoczenia i mówię tu również o osobach zainteresowanych tematem. Mianowicie w Wigilię przykrywamy stół białym odświętnym obrusem, pod obrus wkładamy siano, na obrus kładziemy opłatek, choć – co również ciekawe – ten ostatni zwyczaj nie sięga zamierzchłych czasów. Kiedyś, kiedy opłatek nie był oczywistym elementem wigilijnej kolacji, dzielono się tradycyjnym pieczywem albo jabłkiem, słyszałam też o wykorzystywaniu w tym celu strucli z miodem, czyli słodkiej chałki. Wracając jednak do tematu, pod tym białym obrusem, pod stołem, u mnie w domu co roku leży siekiera.

Siekiera?

Kiedy zapytałam babcię, co ona symbolizuje, powiedziała, że kiedyś ludzie wierzyli w apotropeiczne – czyli ochronne – właściwości metalu. Umiejscowienie narzędzia wpływa według wierzeń konkretnie na dobrą kondycję nóg i stawów domowników. Najskuteczniej magia działa, kiedy się tej siekiery podczas kolacji dotknie. Teoria o takich właściwościach metalu jest zresztą dobrze znana w dziedzinie etnologii i dość często spotykana.

Polacy notorycznie migrują dziś poza granice kraju w celach mieszkaniowych czy zarobkowych. Jak odbierane są tradycyjne zwyczaje świąteczne za granicą?

Znów odpowiem z autopsji. Duża część mojej rodziny oraz bardzo wielu znajomych z Jastrzębia mieszka za granicą w różnych krajach, w większości europejskich, ale są też tacy, którzy zawędrowali aż do Australii. I rzeczywiście, wszystkie osoby, o których myślę, świąteczne zwyczaje przewiozły ze sobą i kontynuują je w nowym miejscu zamieszkania. Mój brat, który w tym roku na święta nie przyjedzie z powodu pandemii, dostał już paczkę, zawierającą moczkę, składniki na makówki oraz ciasteczka cieszyńskie. Te produkty wykorzysta podczas "patchworkowej" kolacji organizowanej ze znajomymi, na której pojawią się regionalne potrawy z różnych rejonów Polski. Na pewno nie jest więc tak, że wśród młodych tradycja zanika, choć zdarzają się niezbędne modyfikacje. I tak np. znajoma weganka przyrządzała ostatnio makówki na bazie mleka roślinnego. Ale takie zmiany są potrzebne, żeby tradycja nie zamarła, a szła z duchem czasu.

Podasz naszym Czytelnikom jakiś przepis na potrawę, wywodzącą się z tradycyjnej śląskiej kuchni, która może pojawić się podczas sylwestrowego przyjęcia?

Jak już mówiłam, śląska tradycja kulinarna opiera się w dużej mierze na tym, żeby jedzenie się nie marnowało. Wiele potraw było przygotowywanych na święta w takich ilościach, że wystarczało ich do Sylwestra. Mówię tu zwłaszcza o wszelkiego rodzaju słodkościach, najlepszym przykładem są ciasteczka cieszyńskie, których w moim domu w tym roku wyprodukowaliśmy około 15 rodzajów. Wśród znajdują się popularne ule, których czasem trzeba wręcz dorabiać, bo schodzą jako pierwsze. Podobnie jest w przypadku moczki i makówek. Z innych potraw na takiej imprezie może pojawić się smażony karp i śledziki. A z "konkretnych" produktów można też postawić na swojskie wędzonki czy chleb ze smalcem, który zrobi za dobry podkład (śmiech). Ale trzeba podkreślić, że takie obchody Sylwestra, jakie znamy dziś, kultywowane są od niedawna, kiedyś obchodzono je dużo mniej hucznie i raczej w rodzinnym gronie, w domowym zaciszu.

Skoro płynnie przeszłyśmy do tematu nadchodzącego roku, jak złożyć tradycyjne świąteczno-noworoczne życzenia po śląsku?

Winszujymy Wom cobyście trzimali sie zdrowo, byli radzi, mieli grajfka do warzynio i pełne boncloki na cołki Nowy Rok 2022!

Rozmawiala: Magdalena Zmysłowska

Oceń publikację: + 1 + 34 - 1 - 4

Materiał oryginalny: https://www.tujastrzebie.pl/wiadomosci,u-nas-w-wigilie-jest-tak-jakbysmy-zyli-120-lat-temu,wia5-3267-21601.html

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Sinner 2021-12-24
    16:22:48

    22 3

    U nos zalywanie chrobok kultywowane jest od zawsze i przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.