zamknij

Wiadomości

Najlepsza położna na Śląsku mieszka w naszym powiecie! Przyjęła 4 tys. porodów

2018-01-23, Autor: Bartłomiej Furmanowicz

Wiele pacjentek pamięta z imienia i nazwiska – nawet po 29 latach pracy w zawodzie. Zazwyczaj pozwala rodzącym kobietom na swobodę, ale jeżeli trzeba, to potrafi też nimi „wstrząsnąć”. Jej poświęcenie zostało nagrodzone. Marzena Langner-Pawliczek – mieszkanka Dębieńska zajęła 3. miejsce w Polsce i pierwsze na Śląsku w konkursie „Położna na medal 2017”.

Reklama

Jak sama żartuje, jest położną „z Ameryki” - tak bowiem nazywa się część Dębieńska, w której mieszka. Od 29 lat pracuje w szpitalu w sąsiednim Knurowie, gdzie pomaga kobietom w przyjściu na świat ich dzieci. Pamięta dokładnie datę rozpoczęcia pracy. - To było 1 marca 1989 roku. Działam cały czas w jednej placówce, ale prowadzę też indywidualną opiekę ciężarnych kobiet – mówi Marzena Langner-Pawliczek.

Jak wygląda to w praktyce? Pani Marzena jest cały czas „pod telefonem”. - Nieważne, o której godzinie do mnie dzwonią. Może być i druga w nocy, budzę córkę i jedziemy do szpitala – dodaje. Położna nie posiada bowiem prawa jazdy, choć próbowała swoich sił na kursie. Środkiem transportu służy więc jej córka Zuzanna. - Nie raz się zdarzało, że mama wpadała do pokoju i mówiła: potrzebuję cię, budź się – mówi rozbawiona studentka biotechnologii.

Marzena Langner-Pawliczek doskonale pamięta pierwszy poród, który przyjęła w swojej karierze. - Pacjentka cierpiała na stwardnienie rozsiane. Miała na imię Anastazja. Nie wiem, czy ona i jej dziecko nadal żyją. Dziewczynka miałaby teraz około 30 lat – wspomina.

Oprócz wielu radosnych momentów w przyjściu na świat bobasów zdarzały się smutne historie. - Przyjechała do nas dziewczyna z Wodzisławia. Była w 7 miesiącu ciąży. Straciła przytomność ze względu na ciśnienie, dziecko rodziło się bez jej świadomości. Niestety ani ona, ani dziecko nie żyją.

Jesteście ciekawi, ile do tej chwili porodów odebrała bohaterka tego artykułu? „Położna na medal” doliczyła się ich aż 4 tysięcy! - Jak zaczynałam pracę, to dziennie rodziło się u nas 12 dzieci. To był wtedy młyn. Teraz jest inaczej. Sporą część czasu zabiera nam papierkowa robota przy komputerze, a uwagi dla pacjenta jest coraz mniej. Najgorsze jest to, że bardzo bym chciała jak najlepiej poświecić się pacjentkom, ale nie ma fizycznej możliwości, by to wszystko „ogarnąć”. Niestety, jest nas – położnych coraz mniej i to dotyczy wielu szpitali w Polsce – wyjaśnia.

Niemniej pani Marzenie nawet po tylu latach towarzyszy ekscytacja podczas narodzin dziecka. - Na świat przychodzi przecież ludzkie życie. Nie jest to jednak łatwy zawód, ponieważ odpowiada się za matkę, dziecko, a czasem nawet za ojca, kiedy poczuje się słabo. Różni tatusiowie się trafiają. Jeżeli wie, po co przychodzi do szpitala na poród to super. Gorzej, jak siada sobie i gra na telefonie lub czyta gazetę. Myślę wtedy sobie, by lepiej szedł do domu. Kobieta wykonuje z bólu „wygibasy”, a on się tym nie przejmuje – mówi nam położna z Dębieńska.

Obrywa się też paniom. - Pozwalam pacjentkom na bardzo wiele, ale jak widzę, że coś złego zaczyna się dziać, to nie ma żadnej miłości. Trzeba nimi wstrząsnąć. Nie przejmuje się później, czy któraś na ulicy powie mi „dzień dobry”, czy też będzie omijać łukiem. Dziecko ma być zdrowe, a kobieta w jednym kawałku – dodaje.

Co ciekawe, najcięższe dziecko, które odebrała pani Marzena ważyło aż 5300 g. - Wszystko odbywało się siłami natury. Powiem, że było to dziecko z Leszczyn. Doktor stał i trzymał ścianę z wrażenia. Taki „smok” się urodził, piękny i zdrowy – śmieje się nasza rozmówczyni.

Z kolei najdłuższe porody w karierze pani Marzeny trwały 12-16 godzin, co jest książkowo dopuszczalne. - Dzisiaj natomiast nikt nie ma czasu, by tak długo rodzić. Jakby się dało szansę naturze, to porody mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Żyjemy jednak w czasach, w których na nic nie mamy czasu, nawet na poród – wyjaśnia.

Położna z Dębieńska po ogłoszeniu wyników konkursu była zapraszana do siebie przez ogólnopolskie media. Z dnia na dzień stała się osobą rozpoznawalną w Czerwionce-Leszczynach. - Nie mogę iść na targ, bo ludzie od razu mnie zagadują. To miłe uczucie, jak tyle osób docenia twoją pracę, ale trochę mnie też to przeraża. Boję się wygórowanych oczekiwań. Zamierzam jednak pracować tak, jak do tej pory, nic nowego nie stworzę – zapowiada nasza rozmówczyni.

Na koniec mamy dla Was poradę – nie kupujcie położnym w podzięce kwiatów, kaw czy czekoladek. Najlepsze są kartki z podziękowaniami. - Kwiatki zwiędną, czekoladki mogą się zepsuć, a kartki będziemy trzymać do końca życia – to najlepszy prezent.

Marzena Langner-Pawliczek odebrała wczoraj z rąk burmistrza Czerwionki-Leszczyn Wiesława Janiszewskiego kwiaty i drobne upominki.

Oceń publikację: + 1 + 72 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (10):
  • ~MaciejK 2018-01-23 13:58:11

    Cytat: "Teraz jest inaczej. Sporą część czasu zabiera nam papierkowa robota przy komputerze, a uwagi dla pacjenta jest coraz mniej. Najgorsze jest to, że bardzo bym chciała jak najlepiej poświecić się pacjentkom, ale nie ma fizycznej możliwości, by to wszystko „ogarnąć”. "

    No własnie:( Jak w coraz większej ilości zawodów :(

    43 5
  • ~Magda Magda Nk 2018-01-23 16:58:40

    nie polecam bardzo sie zawiodlam

    4 22
  • ~goliat 2018-01-23 17:30:31

    Magda Magda, chyba w Rybniku nie rodziłaś, to jest dopiero sztuka ! dużo osób poleca Knurów, Wodzislaw.

    15 15
  • ~Bogdan Olborski 2018-01-23 18:09:30

    goliat te czarne to litery białe to tło. Czyta się czarne... Pani Marzena pracuje w szpitalu właśnie w Knurowie. A co do Rybnika to wara...gorolu. Pozdrawiamy panią Marzene!

    16 9
  • ~Mariusz Grodecki 2018-01-23 20:00:36

    ~goliat znasz to z własnego doświadczenia?

    9 6
  • ~ 2018-01-24 08:06:58

    może ta Pani Położna jest rozsądna, bo przykład ostatni, gdy położna, zauważając u 7 dniowego noworodka oznaki żółtaczki fizjologicznej, kazała młodym, niedoświadczonym rodzicom wystawiać dziecko w nosidełku na dworze w południe do słońca (styczeń, 2018 r., temp. ok. od 0 do -2st. C.

    3 3
  • ~goliat 2018-01-24 08:48:11

    Boguś, właśnie czytaj czarne, odpisałem Magdzie !, Porodówki w Knurówie i Wodzisławiu dużo ludzi poleca, dlatego że właśnie tam pracują takie osoby. Co do goroli-jak by ich nie było na Śląsku to mamy jeden blok i czerwony autobus dla siebie !!!. Mariusz Rybnickiej porodówki nie polecam, z doświadczenia mojej Żony. W rybnickim szpitalu mogę polecić jedynie okulistykę, tam zmieniła się kadra ,odeszły wreszcie te ......... na emeryturę, przyszli młodzi i jest naprawdę profesjonalnie i kulturalnie. Niestety porodówka i SOR, powinni brać przykład jak podchodzi się do pacjenta.

    10 5
  • ~Jan R. 2018-01-24 14:07:40

    Amerykańska hebama.

    1 0
  • ~Magda Magda Nk 2018-02-04 19:16:53

    rodzilam knurow

    0 0
  • ~Abisall 2018-02-04 19:26:44

    @
    ~Magda Magda Nk
    Cały???

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu Rybnik.com.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert Rybnik.com.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera Rybnik.com.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

"Piątka dla zwierząt" - popierasz ten projekt ustawy?




Oddanych głosów: 925