Red.: - Panie trenerze, kto zostanie mistrzem świata?
Józef Golla: - Mimo, że jesteśmy po półfinałach, przewidywanie kto zostanie mistrzem, to wróżenie z fusów. Piękno piłki polega m.in. na tym, że jest nieprzewidywalna. Do finału trafił jeden z faworytów – Holandia. A ile brakowało, aby w finale znalazł się niedoceniany Urugwaj? Jednym słowem, wszystko jest możliwe.
- Po raz kolejny zaskoczyli niesamowici Niemcy. Choć wszyscy wiedzą, że to tzw. drużyna turniejowa, świat jest zaskoczony postawą tej drużyny...
- Wie pan, wszyscy zachwycają się kunsztem technicznym Brazylijczyków, Argentyńczyków Hiszpanów i Holendrów. Postawa Niemiec wpisuje się natomiast w moje postrzeganie tego, co w piłce jest najważniejsze. A według mnie, przed techniką ważniejsze jest: przygotowanie fizyczne, przygotowanie taktyczne i dobra atmosfera w zespole. Niemcy zwykle te 3 elementy mają opanowane do perfekcji i dlatego są w stanie wyeliminować faworyzowanych Argentyńczyków.
- Skoro mowa o Niemcach: czemu od lat jest tak, że tacy zawodnicy jak Podolski czy Klose, muszą wyjeżdżać na Zachód, aby cokolwiek w piłce osiągnąć? Nikt nie ma złudzeń, że gdyby ta dwójka wybrała grę w Polsce, nikt by dziś o nich nie słyszał.
- Nie powiem nic odkrywczego. Wszystko rozbija się o system szkolenia. Pamiętam, że gdy w klubach, w których trenowałem, zapowiadałem trening kondycyjny, piłkarze po prostu nie przychodzili. Bo nie chcieli podejmować tego trudu. W takich krajach jak Niemcy, organizacja szkolenia od najmłodszych lat wygląda dużo bardziej profesjonalnie.
- Ale przecież u nas też powstaje wiele szkółek piłkarskich, klas sportowych, gdzie młodzież jest obligowana do regularnych treningów. Do wieku 14-15 lat wszystko idzie dobrze, a gdy chłopcy wchodzą w dorosły wiek, nagle od kolegów z Zachodu dzieli ich przepaść...
- Wadliwy system szkolenia to niestety złożony problem. To o czym pan mówi, świadczy również o tym, że mamy złych nauczycieli. Chcę jednak zwrócić uwagę jak ogromne znaczenie ma odpowiednie nastawienie samych zawodników do profesji, którą wykonują. Jeśli ktoś nie poświęci się całkowicie temu co robi, nie ma mowy o tym, że pójdzie w ślady Bońka. Przez 30 lat uprawiania zawodu trenera, spotkałem tylko jednego zawodnika, który z własnej, nieprzymuszonej woli, prosił o dodatkowe treningi.
- O kim mowa?
- O Piotrze Mandryszu.
- Słynął z nieprzeciętnej techniki i umiejętności wykonywania stałych fragmentów gry.
- A jak pan myśli, kiedy się tego nauczył? Na treningach z całą drużyną? Nie. Właśnie po godzinach, podczas indywidualnych treningów.
- Czy są jeszcze inni piłkarze, których wspomina pan szczególnie dobrze?
- Tak. Myślę, że w tym miejscu mogę wymienić Janusza Pancera i Jana Furlepę.
- Ma pan też takie wrażenie, że współcześnie boiska osiedlowe i szkolne opustoszały?
- Niestety, tak. Te boiska są puste lub grają na nich bardzo małe grupki chłopców. Za czasów mojej młodości te miejsca tętniły życiem. Ba, boisko przy Gliwickiej było cały czas oblegane. A teraz, za każdym razem kiedy tam przejeżdżam, widzę pustki.
- Czemu tak się dzieje?
- Czasy są inne. Kiedyś piłka znaczyła coś więcej, niż sposób spędzania wolnego czasu. Była szansą na podniesienie pozycji społecznej, oznaczała prestiż, a czasami pieniądze. Kiedyś, całej rodzinie zależało na tym, aby chłopak przykładał się do swoich obowiązków. Dziś, co zrozumiałe, rodzice wolą zainwestować w edukację syna, aby został lekarzem, inżynierem, prawnikiem...
- Od kilku lat mówi się o tym, że w końcu w Rybniku prowadzi się pracę u podstaw jeśli o chodzi o szkolenie młodzieży. Drużynę seniorów Energetyka ROW tworzą już w znacznej części wychowankowie. Problem w tym, że ten zespół od kilku lat nie wygrał żadnego ważnego meczu i rybniccy kibice co roku przeżywają zawód z powodu braku awansu. Czego brakuje temu zespołowi?
- Organizacja tego klubu zatrzymała się w powijakach. Zrobiono pierwszy krok, zabrakło drugiego.
Wychowywanie młodzieży to za mało. W Rybniku trzeba profesjonalnego klubu. Zawodnikom, którzy mają walczyć o awans do najwyższych klas, trzeba stworzyć ku temu warunki. Dziwię się, że w tak dużym mieście jak Rybnik, nie można zatrzymać zawodników, załatwiając im tutaj pracę. A o tym, że ci zawodnicy mają talent, świadczy przykład choćby Marcina Wodeckiego. Dopóki ten klub nie postawi na zawodowe kontrakty dla piłkarzy, będzie nadal pałętać się w niższych ligach.
- Czy współczesna piłkarska młodzież różni się czymś od tej z pana lat młodości?
- Tak. Mimo tego, że kiedyś piłka stwarzała szansę awansu społecznego, myśmy grali dla idei. Zostanie członkiem jakiegokolwiek klubu było zaszczytem, było dla wybranych. A teraz już na poziomie klasy A młody piłkarz rozmowę z klubem zaczyna od pytania „za ile?”. Kiedyś zostałem zaproszony do jednej z rybnickich szkół sportowych na spotkanie z uczniami. Kiedy zapytałem, który z nich umie grać w piłkę, wszyscy podnieśli ręce do góry. To źle świadczy o tym, jakie mają o sobie mniemanie. A tymczasem, wielu z nich nie jest w stanie wykonać najprostszych ćwiczeń gimnastycznych. Pamiętam pewną sytuację z czasów, gdy trenowałem Rymera Niedobczyce. Ówczesnym piłkarzom pokazałem ćwiczenie - tzw. sprężynkę polegającą na szybkiej zmianie pozycji z leżącej do stojącej. Następnego dnia, na treningu umieli wykonać ją wszyscy piłkarze. Ale tylko dlatego, że postawili sobie to za punkt honoru i pewnie przez całą noc ćwiczyli to w domu na łóżku.
- Przeciętni piłkarze polskiej ekstraklasy zarabiają miesięcznie od 15 do 20 tysięcy złotych? Czy ich gra jest warta tych pieniędzy?
- Nie sądzę.
- Na ile ją pan wycenia?
- Trudne pytanie, nie znam się na finansach. Sądzę, że gdyby to ode mnie zależało, nie zapłaciłbym więcej niż 5 tysięcy złotych.
- Nie przekonuje pana argument, że dzisiejsi zawodowi piłkarze mają znacznie wyższe umiejętności niż kiedyś, bo gra stała się znacznie szybsza?
- To prawda, że świat idzie do przodu i gra się znacznie szybciej, na znacznie mniejszej przestrzeni. Zawodnicy są rzeczywiście znacznie lepiej przygotowani, m.in. dzięki lepszym warunkom do trenowania i odnowie biologicznej. Pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na to, że polscy piłkarze w latach 70-tych potrafili nawiązać walkę z najlepszymi reprezentacjami na świecie. Nawet ROW Rybnik z powodzeniem walczył w Pucharze Lata, pokonując m.in. Borussię w Dortmundzie. Czy obecnie nasza reprezentacja i nasze kluby są w stanie nawiązać do tych sukcesów? Czemu ci, niby lepsi piłkarze, zbierają w Europie baty?
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Józef Golla – urodził się w 1943 roku w Chorzowie. Po szkole zawodowej pracował w Hucie Batory. Był piłkarzem Ruchu Chorzów, Hutnika Kraków, w latach 1968-1977 ROW-u Rybnik. W Rybniku w I lidze rozegrał ponad 200 spotkań. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się profesją trenera. Na poziomie II ligi prowadził ROW Rybnik, Koronę Kielce i Naprzód Rydułtowy. Ponadto był trenerem m.in. Rymera Niedobczyce i Unii Racibórz. Jeden z najbardziej cenionych szkoleniowców na Śląsku.
Wdowiec, ma jedną córkę i dwoje wnuków. Mieszka w Chwałowicach, naprzeciwko tamtejszego boiska.