Red.: - PieM Projekt to bardziej firma czy grupa artystyczna?
P. M.-Z.: Odpowiedź na pytanie rzeczywiście nie jest oczywista, zważywszy na naszą historię. PieM projekt powstał jako grupa artystyczna, która tworzyła m.in. programy kabaretowe. Z czasem ludzie tworzący grupę rozjechali się po świecie. Natomiast ja z żoną Agnieszką wpadliśmy na pomysł, aby stworzyć firmę działającą w branży artystycznej. Powstała więc firma artystyczna i reklamowa pod nazwą PieM Projekt. Te 2 gałęzie działalności oczywiście się uzupełniają, bo organizowane imprezy wymagają promocji i reklamy.
- Jesteście świeżo upieczonym laureatem nagrody Dobroczyńca Roku. Za co to wyróżnienie?
- Przede wszystkim za organizację i wspieranie imprez kulturalnych nie mających charakteru komercyjnego. Mowa tu, na przykład o naszym projekcie „PieM Projekt zaprasza”, organizowanych w bibliotece koncertach „CKA Bez prądu”, projektach stowarzyszenia Homo Homini, czy Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych, a także akcji Motocykl Ratowniczy dla Rybnika. Tym instytucjom zapewnialiśmy obsługę logistyczną, wypożyczaliśmy sprzęt, pomagaliśmy pozyskać sponsorów.
- Te działania wynikają z waszej filantropijnej pasji, czy może kalkulacji biznesowej, że działalność dobroczynna, to dobry sposób promocji firmy?
- Z obu powodów, a jedna motywacja drugiej nie zaprzecza. Nim rozpocząłem działalność, sam byłem początkującym artystą i wiedziałem, z jakimi problemami borykają się młodzi ludzie, którzy chcą wystąpić na scenie. Automatycznie więc, jeśli ktoś teraz przychodzi do mnie po pomoc, moim naturalnym odruchem jest zaangażować się. Natomiast o tym, że nasza działalność społeczna wpisuje się w nurt CSR, czyli społeczną odpowiedzialnością biznesu, dowiedzieliśmy się kiedyś na warsztatach organizowanych przez CRIS (śmiech).
- Porozmawiajmy chwilę o kulturze w Rybniku. Co dobrego dzieje się w tej kwestii w naszym mieście, a czego ci brakuje?
- Dobre jest to, że jest wielu ludzi chcących coś robić i którzy mają coś do pokazania. Problemem jest brak miejsc, gdzie ci ludzie mogliby wystąpić. Są w Rybniku miejsca, gdzie robi się wysokiej klasy imprezy, koncerty. Nie ma za to klubów, knajp, gdzie rozwijać by się mogła kultura niszowa. W ostatnich latach symbolami kultury w Rybniku stały się oba multipleksy w Plazie i Focus Mall. Brakuje mi miejsc, gdzie mogłyby się odbywać wydarzenia na mniejszą skalę.
- Tym niemniej ciągle coś robicie. Jakie są dla was najbardziej przyjazne miejsca?
- Pozytywnie oceniam współpracę z Teatrem Ziemi Rybnickiej. Zawsze możemy liczyć też na klub Paleta. Ale ciekawe wydarzenia udało się zrobić również w nietypowych miejscach, takich jak poczekalnia Dworca Komunikacji Miejskiej, czy szpital psychiatryczny.
- Często w dyskusjach o kulturze w Rybniku przedstawiane są dwa przeciwstawne poglądy. Z jednej strony maruderzy mówią: w mieście nic się nie dzieje. Inni zaś: dzieje się, trzeba tylko chcieć to zauważyć. Patrząc na ilość propozycji kulturalnych pojawiających się choćby w dziale Kultura na Rybnik.com.pl, jestem skłonny przyznać rację tym drugim. Co ty o tym sądzisz?
-Podzielam pogląd, że to kwestia „chcenia”. Dzieje się bardzo wiele w różnych dzielnicach Rybnika, a oferta jest zróżnicowana. Czasami trzeba dokonywać trudnych wyborów.
- No właśnie, kolejna sprawa, to kwestia koordynacji terminów imprez przez organizatorów. Notorycznie, co roku pokrywa się ze sobą kilka dużych, cyklicznych imprez.
- To prawda. Oczywiście, fajnie by było, gdyby do kolizji terminów nie dochodziło. Jednak nie wyolbrzymiałbym tego problemu. Przeważnie, odbiorcy tych imprez to jednak różne grupy. Na przykład, nie sądzę, aby kolizja terminów RYJKA i Rybnickiej Jesieni Chóralnej była specjalnym problemem. Istotniejszy wydaje się być problem logistyczny, taki jak ograniczona ilość miejsc hotelowych. Bardziej frapuje mnie inna kwestia, czemu w Rybniku następuje kumulacja imprez w weekend, a stosunkowo mało rzeczy dzieje się w tygodniu, a przecież Rybnik jest miastem studenckim. Zdaję sobie sprawę, że życie studenckie nie jest takie jak w innych miastach. Jednakże spotykam wielu ludzi w weekend, którzy mówią „szkoda, że w tygodniu nic się nie dzieje”. A kiedy kilkakrotnie organizowaliśmy jakieś wydarzenia w środku tygodnia, to były pustki. Przypuszczam więc, że w Rybniku brakuje pewnego przyzwyczajenia do stałego uczestnictwa w kulturze, a być może to taki znak czasu – jesteśmy strasznie zabiegani i tylko w weekend mamy czas na relaks.
- Na zakończenie wyjaśnij czytelnikom pochodzenie twojego obecnego nazwiska, bo kiedyś byłeś Pawłem Miturą...
- Historia jest bardzo prosta i zabawna. W momencie, kiedy braliśmy z Agnieszką Zielonką ślub, w Urzędzie Stanu Cywilnego urzędniczka pytała o to, jakie chcemy przyjąć nazwiska. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, Agnieszka zakomunikowała, że chce mieć podwójne nazwisko. Ja natomiast, ku zaskoczeniu żony, urzędniczki i siebie samego, powiedziałem, że też chcę mieć podwójne nazwisko. I tak, od tego momentu nazywam się Paweł Mitura-Zielonka.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Paweł Mitura-Zielonka – urodził się w 1980 roku w Rybniku. Absolwent SP nr 31, Technikum Ochrony Środowiska oraz studiów z zakresu energetyki komunalnej na Politechnice Śląskiej. Po studiach pracował w firmach zajmujących się sprzedażą urządzeń wentylacyjnych, później w agencji reklamowej. W 2007 roku rozpoczął własną działalność gospodarczą zakładając firmę PieM Projekt. W maju 2010 roku został laureatem nagrody „Dobroczyńca Roku 2009” przyznawanej przez Akademię Rozwoju Filantropii.
Działalność artystyczną rozpoczął jeszcze w technikum tworząc tam grupę kabaretową. Później związany z rybnickim środowiskiem kabaretowym, m.in. kabaretami: Noł Nejm, K.U.R.A., Szpik, WiWi, Inni. Działał w Studiu Teatralnym RCK. Założyciel grupy artystycznej Piem Projekt.
Żonaty, mieszka w Rybniku.