Ile lat pracy zostało panu do emerytury?
Osiem lat.
Po co więc panu „zabawa” w organizację i prowadzenie związku zawodowego?
To nie zabawa, to służba społeczna dla ochrony godności współpracowników.
Zarabiam na moim stanowisku dobrze tj. około 4 500 złotych. Nie mogę jednak pogodzić się z tym, że osoby na niższych stanowiskach, ale o takich samych kwalifikacjach, a więc dobrze wykształceni inżynierowie, zarabiają w Urzędzie Miasta Rybnika na rękę około 1500 złotych. Pracują w ciągłym stresie, obciążeni nadmiarem obowiązków i muszą podejmować decyzje niejednokrotnie bardziej odpowiedzialne niż politycy. Takie zarobki uwłaczają godności tych fachowców. Jak musi czuć się ojciec, który mając na utrzymanie dwójkę dzieci przynosi na wypłatę 1500 złotych? Właśnie dlatego, że rok temu grupa młodych ludzi poprosiła mnie o pomoc, postanowiłem zaangażować się w powstanie związku zawodowego.
Czemu akurat teraz doszło do powstania związku?
Bezpośrednim przyczynkiem były metody postępowania przez niektórych zwierzchników z podwładnymi. Na przykład szefowa ma pretensje do urzędniczki, która zakomunikowała o swojej ciąży, że w tym urzędzie się pracuje, a nie rodzi dzieci. Generalnie zadecydował brak poszanowania godności naszych współpracowników.
Artykułuje pan bardzo poważne zarzuty...
Ja po prostu bez owijania w bawełnę nazywam rzeczy po imieniu. To są przypadki zgłaszane do naszego związku przez koleżanki i kolegów.
Na ostatniej sesji rady miasta napisali państwo oświadczenie, w którym sugerujecie, że pracownicy magistratu muszą ubierać się w lumpeksach. Czy to nie przesada?
Nie, bo po przyznanych podwyżkach, fachowcy, których wspomniałem na początku nadal zarabiają w granicach 2000-2400 brutto. Takie potraktowanie, w świetle uchwalonej przez radę miasta podwyżki tylko dla prezydenta, jest niemoralne. Słusznie przy okazji przypomniano, że za prezydenta Makosza, wysokość podwyżki dla prezydenta i szeregowego pracownika była proporcjonalna do podstawy jego wynagrodzenia. Po deklaracjach prezydenta Fudalego sprzed dziesięciu lat zostały tylko obiecanki polepszenia sytuacji materialnej pracowników magistratu.
Nie boi się pan?
Czego mam się bać? Prawdy? Wie pan, kiedy przekroczy się pewną granicę sponiewierania, to człowiek przestaje się bać. Po tym, jak kilkakrotnie odebrano mi premię za nie moje błędy, po tym jak byłem zastraszany przy zakładaniu związku, przestałem się bać.
Ile w tej chwili osób należy do związku?
Około 70 osób. Dodam, że codziennie spływają nowe deklaracje.
Czy do związku należą pracownicy wszystkich wydziałów?
Prawie wszystkich. Konkretnie 15.
Powstaje właśnie nowy związek w magistracie „Ikra”, o którym mówi się, że ma być przeciwwagą do państwa związku. Jak pan to skomentuje?
Cieszę się, że w tej materii zaczyna funkcjonować demokracja i że - nieskromnie mówiąc - przetarłem szlaki do działania innym. Życzyłbym sobie, aby przez kierownictwo urzędu wszystkie związki były traktowane jednakowo.
Myśli pan, że tak nie będzie?
Po pierwszych miesiącach naszej działalności widać, że nie będziemy mieli lekko. Zgodnie z wymogami prawa przyznany nam został lokal, z którego możemy korzystać w czwartki od godz. 16.00 do 18.00, czyli w czasie pracy urzędu. Niestety, mimo konieczności np. uzgadniania wniosków pracowników w sprawach pomocy socjalnej lub innych spraw pracowniczych nasi członkowie zostali zastraszeni przez panią sekretarz miasta oraz panią kadrową, że w ten sposób łamią regulamin pracy itd. Tak więc lokal stoi pusty, a my spotykamy się dalej w „katakumbach” poza urzędem i uzgadniamy na wniosek prezydenta np. sprawy socjalne pracowników.
Z tego co pan mówi, mosty między wami i kierownictwem urzędu zostały spalone? Czy jest możliwe jeszcze jakakolwiek zawiązanie nici porozumienia?
Oczywiście, że tak. Dialog to klucz do dobrej współpracy. Od 9 miesięcy prosimy prezydenta o rozmowę i o różne inne sprawy dotyczące naszych pracowników. Niestety, nasz pracodawca nie wyraża żadnej woli rozmowy. Mamy odczucie, że agresja w stosunku do nas narasta. Dowodem na powyższe jest chociażby fakt, że na nasze pisma i wnioski nie odpowiada prezydent, lecz pani sekretarz i to w stylu właśnie delikatnie mówiąc „nie na temat”.
Czy zdaje sobie pan sprawę, że wasza działalność niekoniecznie spotka się z sympatią mieszkańców Rybnika, którzy jako podatnicy i wyborcy żądają taniej administracji?
Doskonale sobie z tego zdajemy sprawę. Widzimy, że reakcje na powstanie związku i nasze żądania są w środowisku różne. Musimy jednak się szanować i dbać o swój prestiż. Osiągając najlepsze wyniki w różnych rankingach gmin, nie możemy być na szarym końcu w rankingu wysokości płac. Nasi prezydenci bardzo chętnie prężą piersi do kolejnych odznaczeń i nagród, a zdają się zapominać kto pracuje na te sukcesy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Andrzej Kopka – urodził się w 1951 roku w Rybniku. Absolwent Politechniki Śląskiej (1977) w Gliwicach – inżynier budownictwa lądowego. Po studiach pracował w firmach budowlanych, gdzie uzyskał wszystkie uprawnienia budowlane. W latach 1980-1995 prowadził firmę produkującą filtry samochodowe. Następnie zaangażował się w pracę samorządową i społeczną. Był radnym w latach 1994 – 1998. Od 1999 roku pracuje w Urzędzie Miasta Rybnika, jest naczelnikiem wydziału dróg. W 2007 roku założył Związek Zawodowy Pracowników Urzędu Miasta oraz Miejskich Jednostek Organizacyjnych w Rybniku „Magistrat”.Działacz społeczny. M.in. założył w Rybniku kobiecą drużynę piłkarską, która obecnie zajęła pod szyldem „Unii Racibórz” 3. miejsce w ekstralidze. Współzałożyciel i były szef Stowarzyszenia Zabytkowej Kopalni „Ignacy”. Laureat szóstej edycji konkursu na Najlepszą Inicjatywę Obywatelską Roku 2004 - Pro Publico Bono a także Nagrody Wielkiej Fundacji Kultury przy Ministrze Kultury w dziedzinie kultywowania tradycji małych ojczyzn w 2003 roku.