Red.: Wasza muzyka wymyka się definicji jakiegoś jednego gatunku muzycznego. Czy to co gracie to industrial? Gothic? Jak sami siebie definiujecie?
"Baton": Jest coś takiego, że zespoły nie chcą się „szufladkować” i definiować. Czasami przybiera to wręcz karykaturalne formy, bo niektóre kapele jakby nie chciały się przyznać do swoich korzeni i tego co robiły w przeszłości. Nie rozumiem tego. Jeśli chodzi o nas, to twoja sugestia jest bliska prawdy. Wyrośliśmy z nurtu muzyki industrialnej, gotyckiej, dark wave i muzyce punkowej. To co gramy obecnie jest mieszanką trzech różnych osobowości i trzech różnych gustów muzycznych. I tak, na pewno w naszej muzyce słychać klimaty punkowo – gotyckie, skłonności ku muzyce elektronicznej i jeszcze do tego moje zamiłowania do trendów orientalnych. Na nasze potrzeby, muzykę The Proof definiujemy jako dada – eksperimental – goth – makabres.
Wasze koncerty to nie tylko muzyka, ale i forma sceniczna. Wprowadzacie elementy japońskiego tańca butoh, ze swoich koncertów staracie się robić spektakle...
Wynika to z tego, że nie chcemy tylko grać, ale komunikować się z publicznością. Komunikować nie na zasadzie „hej! Jak się macie?”, ale poprzez dźwięki i przekazywane emocje. Dlatego tak starannie przygotowujemy się do koncertów, dbamy o ruch na scenie, nasz wygląd itd. Ma to służyć chcemy spotkaniu z naszymi słuchaczami w pewnej mistycznej przestrzeni. Wszystkich, którzy chcą to zobaczyć i spotkać się z nami w innej sferze zapraszamy w najbliższą sobotę na naszą imprezę pt. „Tarantula” w klubie VIP.
Skąd czerpiesz inspiracje do swoich tekstów?
Oczywiście z życia. W swoich pieśniach staram się zrzucać z siebie swoje cierpienia, smutki, koszmarne sny. Traktuję to co piszę i śpiewam poważnie, dlatego zdecydowałem się pisać po polsku, aby odbiorcy nie mieli wątpliwości co chcę powiedzieć. Jest to pewne zapinanie słuchaczom cegły na szyję, ich emocjonalne angażowanie w nasze sprawy. Ogólnie można powiedzieć, że dzielimy się z naszymi odbiorcami smutkiem. Optymistyczne jest jednak to, że gdyby nie smutek, nie byłoby nadziei.
Jakie są motywy waszej działalności muzycznej? Czy zależy wam wyłącznie na uzewnętrznianiu swoich emocji, czy też marzy się wam kariera w show biznesie, wydanie płyty, itd.?
Z przyczyn obiektywnych to drugie jest raczej niemożliwe. Nasza muzyka jest na tyle niszowa, że trudno przebić się z nią w sferę komercji. Ale to nas nie martwi, bo ta muzyka jest naszym świadomym wyborem. Tak w ogóle, to zespół powstał, bo chcieliśmy robić muzykę dla naszych znajomych w Rybniku. Z czasem okazało się, że po kolejnych koncertach, pokrewnych dusz jest więcej w całym kraju. Wielką przyjemnością są też spotkania z innymi zespołami grającymi podobną muzyką. Żebyś jednak miał świadomość skali: w każdym większym polskim mieście liczba osób zainteresowanych naszą muzyką nie przekracza kilkudziesięciu fanów. Ale to bardzo wierni słuchacze, którzy pomagają nam organizować koncerty i żyją naszą muzyką, którą my produkujemy i dystrybuujemy własnym sumptem.
Niemniej zaproszenie na imprezę Castle Party do Bolkowa to wasz spory sukces.
To prawda. W pewnym sensie jest to spełnienie naszych marzeń. Castle Party to w tej chwili impreza impreza o zasięgu nie tylko europejskim, ale i światowym, bo zawitają tam również kapele ze Stanów Zjednoczonych.
Jaka jest wasza relacja z Rybnikiem? Czy to tylko wasze miejsce pracy i zamieszkania, czy też Rybnik ma wpływ na waszą twórczość?
Rybnik to nasze ulubione miasto. Jak wspomniałem wcześniej, to tutaj są korzenie naszego zespołu, tu są nasi starzy przyjaciele i to głównie dla nich robimy naszą muzykę. Ja pochodzę z Malborka, przeprowadziłem się do Rybnika bo tutaj się zakochałem i założyłem rodzinę. Od początku zżyłem się z miastem i pokochałem je. Sądzę, że stosunek moich kolegów do Rybnika jest podobny. Wyjeżdżając na koncerty w Polskę za każdym razem podkreślamy nasze pochodzenie i staramy się promować nasze miasto.
Czy w Rybniku są miejsca, kluby, które są otwarte na waszą muzykę?
Tak i nie. W minionych latach występowaliśmy w Żelaznej. Generalnie niełatwo jest znaleźć miejsce i klimat klubu, a menadżerowie klubów muszą swoje działania przeliczać na pieniądze. My przygotowujemy zazwyczaj całe tło i oprawę imprezy, koncertu, aby była w 100% związana z naszym klimatem. Często spotykamy się z mało konkretnymi decyzjami i rozmowami, bo ktoś kojarzy nasze dokonania, ale nie do końca wyłapuje ich treść i obawia się małej frekwencji. A nam się zawsze i tak udaje. Wszyscy nasi goście i fani bawią się znakomicie. Jak wspomniałem, w najbliższą sobotę organizujemy „tarantulę” w klubie VIP. Jest to takie doroczne spotkanie dla naszych przyjaciół, które służy podsumowaniu minionego okresu, zaprezentowaniu nowości, dowiedzeniu się co u kogo słychać. Celowo taki koncert i spotkanie przygotowujemy raz w roku, abyśmy my i nasi goście czuli „głód” muzyki i wspólnego przebywania. Zapraszam wszystkich zainteresowanych „z kręgu” i „spoza kręgu” na Tarantula Party 2010.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
The Proof – zespół powstał w 2003 roku jak The Future Proof. Kapelę tworzyli wówczas muzycy o pseudonimach Baton (wokal), Żaba (gitara basowa) i Święty Tomasz (klawisze). Zespołowi udało się własnym sumptem wydać nagrania „Spacerując wśród cierni” i „Pierwszy dotyk”. W 2005 roku z zespołu odszedł Święty Tomasz, którego zastąpił klawiszowiec Święty Józef. Od tego momentu zespół zmienił nazwę na The Proof. Zespół regularnie koncertuje w największych miastach Polski. W 2010 roku został zaproszony na słynną imprezę muzyczną Castle Party w Bolkowie.