Red.: Zwykłemu zjadaczowi chleba, rola psychologa kojarzy się z leczeniem, terapią. Tymczasem chyba coraz popularniejsza w społeczeństwie staje się psychoedukacja. Co kryje się pod tym pojęciem?
Wanda Świtała-Rak: To przede wszystkim różnego rodzaju szkolenia i kursy rozwojowe oraz grupy rozwoju osobistego. Ważną grupę klientów w tej materii stanowią firmy i instytucje, które chcą doskonalić swoje procesy zarządzania, osiągać lepsze wyniki. W ofercie ośrodków psychoedukacji przedsiębiorcy mogą znaleźć szkolenia z komunikacji, negocjacji, motywacji, zarządzania zasobami ludzkimi, zarządzania czasem, a także takie formy pracy jak coaching indywidualny i zespołowy.
Z tego, co Państwo mówią, tego typu pomoc psychoedukacyjna skierowana jest głównie do firm, w których ogromne znaczenie mają działy handlowe...
W. Ś.-R.: Tak, ale nie tylko. Naszym zdaniem tego typu działania rozwojowe przydałyby się każdej firmie i instytucji.
Czy na rynku można zauważyć wzrost popytu na usługi psychoedukacyjne?
W. Ś.-R.:Nieznacznie, ale tak. Ciekawe jest to, że zgłaszają się do nas już nie tylko podmioty komercyjne, ale i instytucje, takie jak urzędy miast, mimo, że nie mają takiego ustawowego obowiązku. Zarządzający bowiem coraz częściej cenią jasność i klarowność komunikacji swoich pracowników, widzą konieczność pracy w dobrze dobranym zespole, nieodzowne stają się umiejętności negocjacyjne i umiejętność właściwego wykorzystania konfliktu jako szansy na nowe, twórcze rozwiązania.
Jedną z gałęzi działalności takich ośrodków jak Homosum, są badania psychologiczne związane z przydatnością do zawodu. Kto poddawany jest takim badaniom psychologicznym?
T. R.: Pierwszą grupę stanowią osoby, które z urzędu muszą przejść badania psychologiczne przed rozpoczęciem pracy w jakimś zawodzie. Są to na przykład: kierowcy, górnicy, operatorzy maszyn, sędziowie, prokuratorzy, komornicy czy kuratorzy. Również trafiają do nas osoby ubiegające się lub posiadające pozwolenie na broń palną i gazową. Inną grupę stanowią kandydaci skierowani przez pracodawcę, który chce sprawdzić przydatność danej osoby, na przykład na określone określone stanowisko kierownicze. Można zauważyć, że coraz więcej firm dostrzega taką potrzebę. Zatrudnienie osoby na stanowisko menadżerskie, na przykład na szefa działu handlowego, która nie ma ku temu predyspozycji, może oznaczać dla firmy spore straty finansowe. Toteż firmy, chcąc minimalizować to ryzyko, szukają na etapie rekrutacji pomocy u psychologów dysponujących odpowiednimi narzędziami diagnostycznymi.
Jak często zdarza się, że na etapie obowiązkowych badań psychologicznych stwierdzacie Państwo czyjś brak predyspozycji do pełnienia danego zawodu?
T. R.: Takie sytuacje mają miejsce, ale w wielu przypadkach badanie nie tylko diagnozuje problem, ale wskazuje sposób jego rozwiązania. Na przykład, jeśli stwierdza się u kierowcy zaburzenia widzenia przestrzennego, to skierowanie na wizytę u okulisty i przepisane w jej efekcie okulary często rozwiązują problem. Z kolei, jeśli w jakiejś firmie stwierdzamy niezdatność jakiegoś pracownika na dane stanowisko, to jednocześnie wskazujemy inną funkcję, do której ta osoba jest predystynowana. Taka diagnoza bywa z pożytkiem nie tylko dla pracodawcy, ale i pracownika.
W przypadku badań kierowców, obowiązkowe jest tylko badanie zawodowych kierowców. Czy Państwa zdaniem, takie badania nie powinny obowiązywać wszystkich kierowców?
T. R.: Odpowiem na to pytanie, przedstawiając konkretną sytuację. Trafiają do nas osoby skierowane przez policję, które spowodowały wypadek. I wtedy okazuje się niejednokrotnie, że u takiej osoby w trakcie badania diagnozujemy zaburzenie widzenia przestrzennego (stereopsji), czyli trudność w ocenie odległości, np. pojazdu nadjeżdżającego z przeciwka. Gdyby badania psychologiczne były obowiązkowe, osoba, mająca takie zaburzenie, zostałaby zdiagnozowana przed, a nie po wypadku, jak ma to miejsce obecnie. Z pewnością udałoby się zapobiec niejednej śmierci na drodze.
Porozmawiajmy teraz o problemach, z którymi pacjenci przychodzą do Państwa, jako do psychoterapeutów. Na pewno spotykacie się Państwo z rodzicami, którzy przyprowadzają dzieci z objawami dysleksji i dysortografii. Czy można mówić, że te zjawiska nasilają się, czy też po prostu współcześnie są lepiej i częściej diagnozowane?
W. Ś.-R.: Sądzę, że nasilenie jest takie jak dawniej, ale rzeczywiście kiedyś rodzice i szkoła nie mieli odpowiednich narzędzi do diagnozowania. Sama o tym się przekonałam, bo przez wiele lat pracowałam w szkole. Zmiany zachodzące w szkołach idą w dobrym kierunku, bo, prócz diagnozy, coraz szerzej znane są sposoby pracy z uczniami cierpiącymi na dysleksję lub dysortografię. Te osoby zasługują na specjalne traktowanie, bo ich poziom inteligencji nie różni się od uczniów, którzy takich zaburzeń nie mają. Nie zwalnia to jednak uczniów od pracy nad sobą i pozyskiwania umiejętności pisania i czytania we właściwy dla nich sposób. Temu służą specjalnie opracowane przez specjalistów ćwiczenia.
Jakie choroby w psychologii uważane są za negatywny skutek naszego rozwoju cywilizacyjnego?
W. Ś.-R.: To na pewno jest: depresja, anoreksja, bulimia, zespół stresu pourazowego czy sytuacyjnego. Wiele cierpień ludzkich niesie też mała dojrzałość. Coraz więcej klientów, zwanych również pacjentami, prezentuje różnego rodzaju zaburzenia osobowości. Ludzie często mają spore ambicje, ale brakuje im nieraz dojrzałości, aby je zrealizować, a także realizmu, aby podołać wyznaczonym sobie celom. Często też problemy trapiące ludzi dorosłych są efektem braku więzi w rodzinie, słabości rodziny, której pozycja we współczesnych społeczeństwach jest wyraźnie osłabiona.
Szczególnie drastyczny przebieg, z punktu widzenia osoby z zewnątrz, ma anoreksja. Skąd bierze się ta straszliwa choroba?
W. Ś.-R.: Z dysfunkcji w rodzinie, a konkretnie z niewłaściwej relacji między dzieckiem, a jednym z rodziców. Występuje też w rodzinach niepełnych (choć nie tylko), gdzie pojawiają się zaburzenia adaptacyjne u dziecka. Chorobę dziecka, jego zachowanie, z psychologicznego punktu widzenia, można określić jako jego próbę uzdrowienia sytuacji w rodzinie. Oczywiście chore osoby, ani rodzina nie są świadome tego procesu. Ponadto depresja, anoreksja, bulimia wiążą się nader często z zaburzeniami osobowości i zwykle są tylko najbardziej widocznym czubkiem góry lodowej.
Ale do przypadku anoreksji dochodzi również w tzw. dobrych domach...
T. R.: To prawda. Dynamika rodziny to mozaika, na którą składa się wiele niuansów, a te tzw. "dobre domy", to niejednokrotnie tylko fasada. Nie zawsze widać to z zewnątrz. Jak się to mówi, najwięcej dzieje się między wierszami.
Czy to prawda, że tak jak alkoholikiem, anorektykiem pozostaje się do końca życia?
T. R.: Tak. Wyleczenie tej choroby to nie pozbycie się problemu, ale umiejętność kontrolowania go. Taka osoba do końca życia pozostanie w grupie ryzyka. Podobnie jest z nikotyną. Osoby po 20-minutowej terapii antynikotynowej przestają odczuwać głód nikotynowy - niezależnie od tego jak dużo i jak długo paliły. Jednak, gdy sięgną po papieros, problem może powrócić.
Czy z punktu widzenia psychoterapeuty są jakieś specyficzne problemy dla tutejszej, rybnickiej społeczności?
W. Ś.-R.: Trudne pytanie. Pewne problemy na pewno wynikają z tradycyjnego na Śląsku pojmowania modelu rodziny. Model ten zakłada, że stroną w małżeństwie, która głownie realizuje się zawodowo, jest mąż. Ale to nie tylko sprawa Śląska, to wynika ze stereotypowego postrzegania roli kobiety i mężczyzny. I mimo, że ten model rodziny ewoluował w kierunku równouprawnienia, to nadal mężczyźni mają w stosunku do kobiet oczekiwania, których pracujące żony nie są w stanie spełnić, albo przypłacają to zdrowiem.
Wracając do sytuacji psychologicznej współczesnych społeczeństw: czy człowiek skazany jest na podporządkowanie się „wyścigowi szczurów”?
T. R.: Oczywiście, że nie. To my sami wyznaczamy sobie cele i od nas zależy, jakie one będą. Wcale nie musimy ulegać panującej modzie na sukces i szybkie tempo życia.
W. Ś.-R.: W codziennym życiu dobrze by było zwrócić uwagę na więzi międzyludzkie. Nie doceniamy ich znaczenia, a pochłaniają nas sprawy i zajęcia czy gromadzenie różnego rodzaju gadżetów materialnych.
A więc wychodzi na to, że główną przyczyną naszych nieszczęść jest pogoń za pieniądzem?
W. Ś.-R.:Można tak to ująć. Tak jak powiedziałam, dobra materialne mogą się stać zagrożeniem dla naszego zdrowia psychicznego, poczucia tożsamości, sensu naszego życia, jeśli zagubimy wartość więzi międzyludzkich.
Czy właśnie tak nie jest z przeżywaniem przez nas świąt Bożego Narodzenia? Do samej Wigilii gonimy za prezentami, robimy przedświąteczne porządki, a gubimy to, co jest istotą tych świąt... Mają Państwo jakąś radę dla tych, których ten syndrom dotyczy?
W. Ś.-R.: Tak, odrzućmy wszystko, co utrudnia nam bycie z naszymi najbliższymi. Jeśli nie jest w naszych rodzinach najlepiej i nie potrafimy ze sobą rozmawiać, usiądźmy obok na siebie i pomilczmy razem. Znajdźmy przez święta dla siebie czas i pobądźmy z sobą inaczej niż dotąd - w najlepszym tego słowa znaczeniu...
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Tadeusz Rak i Wanda Świtała–Rak – od 1995 roku prowadzą w Rybniku i Bytomiu Ośrodek Psychoedukacji Homosum, a od 2009 roku - również - Niepubliczną Poradnię Psychologiczno - Pedagogiczną.
Wanda Świtała – Rak - licencjonowana psychoterapeutka European Certificate of Psychotherapy, licencjonowany trener, coach, filolog polski, nauczycielka, instruktor teatralny.
Pracę psychoterapeutyczną i trenerską rozpoczęła w 1984 roku, ucząc się metodyki dramy od angielskich aktorów i nauczycieli dramy z Greenwich People Theatre. Jeszcze jako nauczycielka uczyła się praktycznego zastosowania psychologii na zajęciach Studium Socjoterapii i Warsztatach Pomocy Psychologicznej, a później - od certyfikowanych trenerów i psychoterapeutów niemieckich, amerykańskich i polskich, uzyskując uprawnienia do pracy terapeutycznej i trenerskiej. W 1993 roku zaczęła pracować w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej jako pedagog i nauczyciel-terapeuta. Od 1995 r., na terenie Polski, prowadzi warsztaty, treningi i szkolenia znajdujące się w ofercie Ośrodka Psychoedukacji Homosum. W pracy trenerskiej specjalizuje się w modelu dramy i psychodramy, zajęciach z zakresu artterapii oraz szkoleniach biznesowych dostosowywanych do potrzeb firm.
Pracuje również z kobietami, rodzinami i parami – zarówno indywidualnie, jak i w treningu grupowym.
Tadeusz Rak - psychoterapeuta, licencjonowany hipnoterapeuta, licencjonowany trener, coach.Uczył się od trenerów i psychoterapeutów niemieckich, amerykańskich i polskich.
Psycholog uprawniony do badań kierowców, górników, osób ubiegających się o pozwolenie na broń, sędziów, kuratorów, prokuratorów, komorników. Był założycielem i właścicielem Górnośląskiego Ośrodka Psychoedukacji NLP (1990-95), właścicielem Pracowni Psychologicznej “Bytom-Bobrek” (1980-2000). W latach 1996-1998 wiceprezes Oddziału Śląskiego Polskiego Stowarzyszenia Psychologów Praktyków. od 1990 roku prowadzi treningi i szkolenia na terenie Polski.
W swojej pracy trenerskiej specjalizuje się w tematyce zarządzania zasobami ludzkimi, motywacji i negocjacjach oraz coachingu.