Ruch Autonomii Śląska wykorzystuje każdą okazję polityczną i medialną, aby podnosić temat autonomii naszego regionu. Tym samym zagadnienie to wraca jak bumerang. Po co Śląskowi – pana zdaniem - potrzebna jest autonomia, skoro żyjemy w Europie regionów?
Bardzo ciekawe spostrzeżenie z pana strony. Problem w tym, że do regionów w rozumieniu Unii Europejskiej jest nam daleko. Zacznę od wyjaśnienia, że pojęcie postulowanej przez nas autonomii bardzo często mylone jest z różnego rodzaju ruchami separatystycznymi. Mówienie w niektórych kręgach o tym, że Ślązacy chcą odłączenia od Polski, czy też przyłączenia do Niemiec jest idiotyzmem i niezrozumieniem sprawy. A po co nam autonomia? Kilka lat temu wprowadzono u nas reformę samorządową na mocy której utworzono 16 województw. Z przykrością stwierdzam jednak, że w żadnej mierze te województwa roli regionów nie spełniają. Byłoby to możliwe w sytuacji, jeśli tych województw byłoby o połowę mniej. I tutaj dochodzimy do ważnego momentu: nasze zabiegi o autonomię nie dotyczą tylko Górnego Śląska, ale i pozostałych potencjalnych, silnych regionów.
Drugim powodem, dla którego warto starać się o autonomię jest doświadczenie i historia. Dzieje takich krajów jak Stany Zjednoczone, czy w Europie: Niemiec, Austrii, Szwajcarii, Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii pokazują, że silne regiony uzbrojone w samodzielne organy stanowiące i wykonawcze są siłą napędową tych państw. Te przykłady są dowodem na to, że decentralizacja służy racjonalnemu, lepszemu wykorzystaniu zasobów. Dowodem na słuszność tej teorii jest także niegdysiejsza autonomia Górnego Śląska. Choć funkcjonowała ona w II Rzeczypospolitej w innym kontekście historycznym niż obecny, to dowiodła, że autonomia była dobra zarówno dla samych Ślązaków, Śląska jak i dla reszty kraju. A Polska w okresie międzywojennym potrzebowała modernizacji i korzystała z dóbr wypracowanych na Górnym Śląsku.
Trzecim powodem zabiegów o autonomię jest poczucie niedowartościowania Ślązaków. To, że jesteśmy traktowani w Rzeczypospolitej przedmiotowo, a nie podmiotowo. Wszelkie analizy pokazują, że od lat udział Górnego Śląska w wypracowanych dochodach państwa jest większy niż innych regionów, a ilość wracających do budżetu województwa środków jest zawsze mniejsza od kwoty wypracowanych. W dodatku – i to jest najważniejsze – wracające do nas środki są pieniędzmi „znaczonymi”, a więc nie możemy na szczeblu regionalnym do końca nimi swobodnie dysponować, bo subwencje i dotacje mają to do siebie, że są przeznaczone na konkretny cel. Budżety wojewody i marszałka są pochodną budżetu krajowego.
Wspomniał pan o innych potencjalnych, silnych regionach. Jakie części Polski ma pan na myśli?
Mowa o Dolnym Śląsku, Wielkopolsce, Pomorzu, Mazowszu, Małopolsce oraz Warmii i Mazurach. Warto również rozważyć powstanie bardzo dużego regionu złożonego z Górnego i Dolnego Śląska.
Na czym konkretnie powinna polegać autonomia dla Śląska?
Na dużej swobodzie decyzyjnej w sferze ustawodawczej i wykonawczej. Autonomia pozwoliłaby na wyeliminowanie dualizmu zarządzania w regionach, jakim jest obecnie równoczesne funkcjonowanie instytucji wojewody i marszałka. Organ ustawodawczy brzmi może abstrakcyjnie, ale przecież 80 lat temu z powodzeniem funkcjonował tutaj Sejm Śląski! Obecny Sejmik to jego namiastka.
No właśnie, jakie kompetencje powinien mieć taki sejm regionalny?
Praktycznie wszystkie prócz obronności, polityki zagranicznej i monetarnej, bo w kraju musi obowiązywać wspólna waluta. Szerokie kompetencje pozwoliłyby lokalnie rozwiązywać problemy choćby edukacji, komunikacji czy ochrony zdrowia. Przykład: takiej samorządności można było zauważyć, kiedy w dobie kas chorych Śląsk był prekursorem elektronicznej rejestracji usług medycznych, czego do dziś zazdroszczą nam inne regiony.
Podatki?
W ogromnej mierze powinny być regulowane i gromadzone w regionie. I tutaj znów odwołanie do historii. Z tytułu pokaźnych zysków i właściwej polityki Skarbu Śląskiego państwo polskie nie traciło, a korzystało, bo ustalono, że część wypracowanych nadwyżek przeznaczana była do budżetu krajowego. To doskonały przykład na to, że intencją śląskiej autonomii nie jest chęć separacji i nasz region nie odżegnuje się od wspierania modernizacji np. tzw. ściany wschodniej.
W naszej rozmowie konsekwentnie używa pan sformułowania Górny Śląsk. Chciałem zapytać jakie powinny być według pana granice wymarzonego regionu posiadającego autonomię?
To trudne zagadnienie budzące wiele kontrowersji. O opcji stworzenia jednego wielkiego regionu Śląska, obejmującego Dolny i Górny Śląsk już mówiłem. Z wielu powodów może to być trudne, bo jak wiadomo, po II wojnie światowej na Dolnym Śląsku w zasadzie rodowici Ślązacy się nie ostali. A jeśli chodzi o Górny Śląsk, to w obecnym ustroju terytorialnym spotykamy się z wielką krzywdą, która z jednej strony dotknęła włączone do województwa śląskiego tereny okolic Częstochowy, Zagłębia i Żywiecczyzny, z drugiej strony zaś twór, jakim jest województwo opolskie, które powstało tylko dzięki determinacji lokalnych elit politycznych i mniejszości niemieckiej. A zatem, w granicach regionu Górnego Śląska widzimy: teren Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, aglomeracji rybnickiej, okolice Pszczyny, Śląska Cieszyńskiego i całego Beskidu Śląskiego, rejon Toszka i Lublińca oraz większość obszaru województwa opolskiego.
Jak wspomniałem na początku, Ruch Autonomii Śląska wykorzystuje każdą okazję, by nagłośnić sprawy autonomii. A jak ocenia pan obecny sytuację polityczną? Na ile sprzyja ona realizacji waszych postulatów?
Sytuacja jest na pewno lepsza niż za zarządów PiS-u. Rząd Kaczyńskiego próbował zawrócić koło historii i inicjował działania centralizacyjne. Obecny rząd odwrotnie. Mowa jest m.in. o ograniczeniu kompetencji wojewodów na rzecz samorządów lokalnych. Oczywiście działania rządu Tuska różnią się od zapowiedzi wyborczych, które były jeszcze bardziej śmiałe, ale i tak obecny klimat i kierunek działań uważamy za bardziej sprzyjający.
Ruch Autonomii Śląska działa na całym Śląsku. Jak ocenia pan klimat dla zabiegów o autonomię w samym Rybniku i powiecie rybnickim?
Badań w tej kwestii się nie prowadzi, ale warto przypomnieć, że Ruch Autonomii Śląska powstał w Rybniku. Jednak struktury RAŚ oraz sam klimat dla autonomii silniejszy jest w powiecie i okolicy niż w mieście. Wynika to z tej prostej przyczyny, że w okolicznych miasteczkach i wsiach żyje więcej rdzennych mieszkańców tego regionu. Warto dodać, że w rybnickim okręgu wyborczym, w wyborach samorządowych kandydaci RAŚ zawsze osiągają dobre wyniki.
Proszę z ręką na sercu powiedzieć, na ile pana i Ruchu Autonomii Śląska wizje są realne do zrealizowania?
Zdajemy sobie sprawę, że naszych celów nie osiągniemy w przeciągu 3-5 lat. Wierzymy jednak, że głębokie procesy decentralizacyjne wymusi na rządzących konieczność historyczna. Tym samym liczę, że jeszcze za mojego życia doczekamy się w Polsce silnych regionów na miarę tych w krajach, które wymieniałem wcześniej.
Autonomia to jedno. Drugim sztandarowym postulatem RAŚ jest uznanie narodowości śląskiej i mowy śląskiej...
To nie do końca tak. Te dwie sprawy, które pan wymienił nie są naszym głównym kierunkiem działania ani celem statutowym, a jedynie wspieramy działania jakie prowadzi m.in. Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Wspieramy te działania dlatego, bo uważamy, że jeśli jest grupa ludzi czująca się Ślązakami, to powinna mieć możliwość zarejestrowania stowarzyszenia. Blokowanie rejestracji jest – nie tylko naszym zdaniem – ograniczeniem praw obywatelskich. Podobnie z mową Śląską. Jeśli funkcjonuje język kaszubski, jako język etniczny, to takie same prawa powinny przysługiwać dialektowi śląskiemu (mowie śląskiej – ślonskij godce).
Podstawową przeszkodą ku temu jest brak kodyfikacji mowy śląskiej. Dlaczego dotąd nikt nie dokonał kodyfikacji?
Z prozaicznych przyczyn – finansowych. Kodyfikacją powinni zająć się specjaliści, a to wymaga nakładów. Pozytywne jest to, że kodyfikacją zaczynają już interesować się naukowcy. Dodam, że gdyby śląski dialekt został uznany za język mniejszości, przysługiwałyby dotacje państwowe na badania nad tym zagadnieniem.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Krzysztof Kluczniok – urodził się w 1950 r. w Leszczynach. Absolwent Liceum nr 2 w Rybniku. Studiował ekonomikę przemysłu w katowickiej Wyższej Szkole Ekonomicznej (obecnie Akademii Ekonomicznej) na Wydziale Przemysłu.
Po studiach pracował w studenckim biurze turystycznym Almatur w Katowicach, a od 1977 roku pracuje w Urzędzie Gminy i Miasta Czerwionka – Leszczyny (oddelegowany na czas kadencji do Starostwa Powiatowego w Rybniku). Przez 4 kadencje był radnym gminnym w Czerwionce – Leszczynach (w tym 2 kadencje członkiem zarządu w tej gminie). Drugą kadencję jest radnym powiatu rybnickiego (w pierwszej wiceprzewodniczący rady, a obecnie pełni funkcję wicestarosty powiatu rybnickiego). Był także delegatem do Sejmiku Województwa Katowickiego.
Członek i działacz: od 1994 r. Ruchu Autonomii Śląska (przez jedną kadencję był przewodniczącym, a obecnie szef RAŚ w regionie rybnickim), Związku Ochotniczych Straży Pożarnych (prezes Zarządu Miejsko - Gminnego w Czerwionce – Leszczynach od 31 lat, przez 5 lat także prezes Zarządu Powiatowego – obecnie wiceprezes). Założyciel i b. wiceprzewodniczący Rady Funduszu Lokalnego „Ramża”.
Rodzina: żona Ewa – pedagog i prawnik, szef gminnej edukacji w Czerwionce – Leszczynach.
Hobby: historia regionalna, genealogia rodziny i podróże.