Czy 17 lat temu zakładając swój własny, mały zakład rzeźniczo – wędliniarski spodziewał się pan, że rozrośnie się do takich rozmiarów?
Chyba nie. Owszem, zakładaliśmy ustawiczny rozwój, ale wtedy ciężko było sobie wyobrazić, że aż taki. 17 lat temu była to malutka firma, w której „rozkręceniu” bardzo pomogła mi moja żona. Produkcję prowadziłem z kilkoma pracownikami, mieliśmy 1 sklep w Świerklanach. Decyzja o budowie nowego zakładu zapadła już po 4 latach funkcjonowania.
Jak teraz liczbowo zobrazuje Pan rozmiary pana zakładu wędliniarskiego?
W sumie pracuje u nas około 200 pracowników. Produkcja odbywa się w hali w Świerklanach o powierzchni 3500 metrów kw. Mamy też ubojnię trzody chlewnej i dział skórowania dziczyzny w Jankowicach o powierzchni 1500 metrów kw.
Skąd pozyskujecie żywiec do produkcji?
Bazujemy wyłącznie na surowcu polskim. Skupujemy żywiec z Opolszczyzny oraz z Ziemi Pszczyńskiej, z takich miejscowości jak Studzionka, czy Wisła Mała. Występuje tam dobry materiał genetyczny i tamtejszy żywiec jest bardzo wysokiej jakości. Jako ciekawostkę powiem, że z żoną sami mamy niewielką chlewnię, w której mamy ok. 3500-4000 tuczników.
Gdzie są sprzedawane państwa produkty?
Mamy 30 sklepów firmowych na terenie całego Śląska. Teraz rozwijamy sieć sklepów na Opolszczyźnie, w takich miejscowościach jak Kędzieczyn, Strzelce, Krapkowice, czy Głogówek.
Jakie są główne kierunki eksportu waszych wyrobów?
Z racji bliskości granicy, mamy wysoką sprzedaż w Czechach. Trochę eksportujemy do Słowenii, Wielkiej Brytanii i do Niemiec.
Nowością w waszej ofercie są wyroby z dziczyzny. Jak to się sprzedaje?
Względnie wysoka sprzedaż dziczyzny jest do krajów zachodnich. Działania, które podejmuję mają na celu promocję dziczyzny wśród rodaków. Twierdzę, że wyroby z dziczyzny to nie tylko produkty dla Niemców, ale i dla nas. Mam pomysł jak wypromować dziczyznę w Polsce. Działamy pod auspicjami konsorcjum Dziczyzna Polska, którego jestem współzałożycielem. Jesteśmy pierwszym zakładem w Polsce, który produkuje wyroby z dziczyzny opatrzone logo Dziczyzny Polskiej.
A dlaczego warto jeść dziczyznę?
Bo to najwyższej próby produkt dietetyczny. Jeśli chcemy być zdrowi, powinniśmy jeść dziczyznę. Jest takie stare, mądre, śląskie przysłowie: „Nie dosz masorzowi, dosz doktorowi”.
Jak się panu podoba rozwój Rybnika?
Bez nadmiernej kokieterii powiem, że Rybnik jest najpiękniejszym miastem w regionie. Pozytywnie oceniam działania prezydenta i jego ludzi, mimo że czasami są posądzani o zbyt odważne decyzje. Bilans tych decyzji wydaje się być dodatni. Nawet kontrowersyjna ilość hipermarketów w mieście wyszła ludziom na dobre.
Jakie ma pan jeszcze plany i marzenia biznesowe? Do jakich rozmiarów chce pan rozwinąć zakład?
Wychodzę z założenia, że jak coś się robi, to trzeba ciągle się doskonalić i robić to lepiej. Mam jednak wątpliwości, czy chcę rozwijać się do niebotycznych rozmiarów. Żeby lepiej pan zrozumiał o co mi chodzi powiem, że można produkować parówki za 6 złotych za kilo. Ja jednak takich parówek robić nie chcę. Priorytetem dla mnie jest to, aby utrzymać jakość obecnie oferowanych produktów i aby nasi klienci byli zadowoleni.
No właśnie, a propos parówek za 6 złotych... Krążą legendy o tym, co jest wstrzykiwane do wędlin, które spożywamy. Jak odróżnić dobry produkt od tego nafaszerowanego chemią?
To prawda, że technologia poszła tak daleko do przodu, że można szereg produktów wyrabiać metodami szybkimi. Najlepszym wyznacznikiem tego, jakiej jakości jest produkt, jest jego smak i cena. Jeśli sklepy z moimi produktami i moich kolegów, takich jak Woźniczka czy Nowak, są oblegane mimo nie najniższych cen, świadczy to tym, że konsumenci wiedzą co jest dobre. I odwrotnie: jeśli w hipermarkecie może pan kupić w promocji szynkę sopocką za 9.99 zł, to proszę sobie odpowiedzieć na pytanie ile mięsa jest w tej wędlinie?
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Wacław Wrana
Andrzej Stania – urodził się w 1967 roku w Rybniku-Radziejowie. Fachu wędliniarskiego uczył się w Zakładach Mięsnych w Rybniku uczęszczając jednocześnie do technikum w Szopienicach. Po ukończeniu szkoły przez 7 lat pracował w kopalni „Jankowice” jednocześnie praktykując „po godzinach” zawód masarza. Własny zakład założył w 1987 roku.
Zakład Wędliniarski Andrzeja Stani i sam właściciel są laureatami wielu nagród i tytułów, m.in.: Rzemieślnik Roku, Śląski Kupiec Roku, Firma z Jakością, Złoty Laur. Zakład pobił też rekord Guinessa w produkcji śląskiego krupnioka.
Andrzej Stania jest żonaty, ma dwie córki w wieku 20 i 11 lat. Jego pasją jest myślistwo, łowiectwo i strzelectwo sportowe.