Był rok 1982. W tym czasie w Rybniku sportem numer jeden był żużel. Z turnieju w Lesznie do miasta wraz z Piotrem Pysznym przyjechał Henny Kroeze – wówczas najlepszy holenderski zawodnik. – Jakież było moje zdziwienie, gdy Piotr podprowadził mnie do samochodu a Henny otworzył bagażnik. Był po brzegi wypełniony opatrunkami. A jedynym problemem było wskazanie odbiorcy – mówi Zenon Keller, sympatyk żużla i fotograf czołówki polskich zawodników.
To był czas stanu wojennego. Brakowało dosłownie wszystkiego. Kolejki ciągnęły się w nieskończoność a szpitale zapewniały tylko podstawową opiekę. O wszelkiego rodzaju opatrunki, bandaże trzeba było zadbać samemu. – Wszędzie stało się w kolejkach. Wielu ludzi tego już nie pamięta, zwłaszcza młodzi. Dziś kolejki ustawiają się tylko do bankomatów. Henny znał naszą ówczesną sytuację, bo nieraz startował z polskimi zawodnikami. Postanowił więc nam pomóc – opowiada Keller.
Po krótkim namyśle zawartość holenderskiego bagażnika trafiła do doktora Andrzeja Ścibicha - ordynatora Oddziału Laryngologii Dziecięcej rybnickiego szpitala (obecny kampus). – To był pierwszy transport, który przyjechał do Rybnika – mówi Zenon Keller.
Jeszcze tego samego roku w grudniu do Rybnika przyjechały dwa ciężarowe samochody wyładowane po brzegi. Medykamenty znów trafiły do rybnickiego szpitala. Pomoc na tym się jednak nie skończyła. Przez następne 10 lat, kilka razy w roku, do Rybnika i okolic trafiały dary z Holandii. - Holendrzy byli bardzo wzruszeni. Za każdy razem sondowali, co jest nam najbardziej potrzebne. Byli niezwykle skrupulatni i oddani w niesieniu tej pomocy – dodaje.
Była to inicjatywa obywatelska. W dwóch małych miejscowościach – Bornnerbroek i Zenderen – skąd pochodził Henny Kroeze, mieszkańcy zbierali pieniądze, kupowali potrzebne rzeczy i je przywozili. - W dużym garażu przy prowizorycznie ustawionych stołach z obu stron stali mieszkańcy, które wszystko segregowały, pakowały i opisywały. Pracowali taśmowo tak, jak w fabryce – mówi fotografik.
Każdorazowo Holendrzy spali i żywili się w domach Krystiana Bielowskiego, Mirosławy i Zenona Kellerów. Bez tego wsparcia akcja charytatywna nie mogłaby być kontynuowana.
Wśród niosących pomoc, prócz Kroeze, był nauczyciel Wim de Witte z żoną Cecylią, Henny Ria Steggink oraz Johan Schroten z żoną Ali. Sami organizowali transport i dbali, by rzeczy trafiły w odpowiednie ręce. Pomoc również trafiała do Domu Małego Dziecka na Żorskiej, czy też do parafii w Połomi, parafii św. Antoniego, do szkół, czy Domu Dziecka w Orzeszu. Ich opieką objęte były także indywidualne osoby.
- Kiedyś zapytałem ich dlaczego to robią? Odpowiedzieli mi, że w czasie wojny gen. Maczek uratował Holandię przed destrukcyjnymi planami Niemców. Przepędził Niemców i uratował część naszego kraju przed zalaniem. My wszyscy o tym pamiętamy. O tym uczą się nasze dzieci w szkołach. W tym momencie gardło mi ścisnęło – mówi Zenon Keller.
Przy transporcie darów nie obyło się bez przygód. W 1984 roku na granicy samochody zatrzymała Służba Bezpieczeństwa. –To była mroźna zima. Zaczęli sprawdzać paczka po paczce przez 24 godziny czy wszystko jest zgodne ze spisem. Jeśliby tylko jedna pozycja się nie zgadzała, transport zostałby cofnięty – opowiada rybniczanin.
Sprawa oparła się nawet o ambasadę, w której Wim de Witte złożył zażalenie na fatalne traktowanie. W efekcie końcowym, Holendrzy zostali pisemnie przeproszeni.
W podzięce za pomoc, Zenon Keller w 1983 roku na własny koszt zorganizował w Holandii w rodzinnej miejscowości holenderskiego żużlowca wystawę swoich zdjęć. – Sam w moim maluchu wiozłem oprawione w ramy fotografie. Była to dokumentacja Finału Kontynentalnego Mistrzostw Świata na żużlu , który odbył się w 1983 roku w Rybniku. Wtedy Henny Kroeze wygrał pierwszy bieg memoriałowy, od którego zaczęła się organizacja memoriału Jana Ciszewskiego. Na wernisażu był oczywiście Henny Kroeze i wiele osób, które zaangażowane były w pomoc dla Rybnika. Wystawa w całości została podarowana mieszkańcom. Każdy mógł wziąć te, które chciał. To było moje osobiste podziękowanie za pomoc dla Rybnika a jednocześnie wielka satysfakcja – mówi fotografik.
3 czerwca w rybnickim magistracie prezydent Adam Fudali spotkał się z Holendrami. Obecni byli Wim de Witte oraz Johan Schroten ze swoimi małżonkami. – Oficjalnie podziękowano im za pomoc. To było moje marzenie, które po 20 latach się spełniło. Była to dla mnie taka kropka nad i – dodaje Keller.
Holendrzy do dziś pomagają ludziom potrzebującym. Ich dary nie trafiają już do Polski, ale do Afryki.