Przypominamy, że na naszych stronach relacjonujemy postępy rejsu rybniczan – czytaj więcej.
Zmęczona załoga po całodniowej podróży zrezygnowała z nocnego zwiedzania Sztokholmu, by nieco nadrobić brak snu. Niedziela upłynęła żeglarzom na leniwych spacerach po „Wenecji Północy”. Za to w poniedziałek już o świcie wszyscy uczestnicy rejsu ruszyli w morze. Neptun postanowił być dla nich łaskawy w pierwszych godzinach żeglugi, zatem sunęli spokojnie miedzy szkierami w słońcu i spokojnym wietrze. Wyjście na pełne morze też nie okazało się bolesne i po dobie załoga cumowała w stolicy Alandów – Marienham. Prognozy zapowiadały lekkie załamanie pogody, więc podróżnicy zdecydowali się przeczekać je w porcie. Kolejny dzień spędzony w Marienham pozwolił poznać im to miasto wzdłuż i wszerz, a także poczynić spore postępy w nauce najróżniejszych gier i zabaw pokładowych.
Rybniczan jednak kusiło morze – w końcu po jednej dobie spędzonej w porcie i na wodzie, czuli, że nie jest to dla nich satysfakcjonująca proporcja. Prognozy na Północny Bałtyk nie były zbyt optymistyczne, więc postanowili wracać na południe pod osłoną szkierów, z powrotem w kierunku Szwecji. Wiatr dopisywał, trochę padało, ale nie zrażeni niczym dzielnie nawigowali. Zbyt długie siedzenie w porcie załoga postanowiła nadrobić wrażeniami. Nocna żegluga dostarczyła ich na tyle dużo, że zadecydowali to powtórzyć kolejnej nocy. Dwie doby pływania, szkiery przy pełni księżyca, mało snu, dużo adrenaliny, wąskie przejścia, niedokładnie oznaczone płycizny i skały sprawiły, że oficerom przybyło siwych włosów. Bogaci w te doświadczenia rybniczanie zacumowali do Oxelossund.